Pieszo Przez Bory gości LifeTrip w Borach Tucholskich

To był niezapomniany weekend, tyle pozytywnych emocji, inspirujących ludzi i niesamowitych zdarzeń w pięknych okolicznościach przyrody nie zdarza się często. Reprezentacja LifeTrip w osobach Niedźwiedź i Żbiku zwizytowała Bory Tucholskie, na zaproszenie Pieszo Przez Bory, głównym celem był rekon terytoriów gdzie będzie odbywał się 2 Marsz Charytatywny Pieszo Przez Bory i omówienie wszystkich spraw związanych z organizacją tego eventu oraz wizja lokalna naszej bazy wypoczynkowej. Link do wydarzenia tu: https://www.facebook.com/events/400642710841027/ link do zapisów tutaj: https://www.zapisy.net/eventer/marsz/?fbclid=IwAR2Y7bDef2foRHI4e1lCw-hx2aq5hpPQXmbliSpCUf3n62UBfcaz2mEeu1k link do FAQ: https://pieszoprzezbory.pl/marsz/#faq Od czego zacząć.. ciężko teraz doszukać się w ogromie niezwykłych wrażeń jakiejś myśli przewodniej, zacznę więc od ukłonu w stronę gospodyni: Sylwia Graban, drobna osóbka o wielkim, zielonym serduchu, inspirująca entuzjazmem dla sprawy, kobietka wielkiej odwagi i bushcrafterka pełną gębą, wybaczcie kolokwializm :) Dość powiedzieć, że na nasz przyjazd Sylwia w ciemną noc przedzierała się sama kilka kilometrów przez ciemny las, podczas

deszczu i zamieci śnieżnej, z plecakiem 20-kilka kilogramowym, który stanowił bez mała połowę jej wagi, po to żeby przygotować obóz na nasz przyjazd! Kiedy dotarliśmy tam w nocy, na miejscu zastaliśmy w pełni zorganizowany camp, rozpalone ognicho (mokrym drzewem!) i uśmiechniętą gospodynię częstującą kubkiem gorącej strawy! Byliśmy pod wielkim wrażeniem umiejętności, organizacji i samozaparcie, a przede wszystkim odwagi; prawdziwy leśny ludź!

Poranek rozpoczęty pyszną jajecznicą zjedzoną wprost z kory, nie muszę dodawać, że przyrządzoną przez naszą dobrodziejkę :)..

.. ale każdy miał jakiś swój wkład w to arcydzieło, współpraca płynnie i samoistnie się nawiązała..

Wszystkim smakowało, bo w lesie wszystko jest lepsze a Seba był po prostu wniebowzięty! Sylwia pamiętała nawet o takich drobiazgach jak deser pośniadaniowy!

Pokazaliśmy gdzie i jak zbierać żywicę, niezastąpioną m.in przy rozpalaniu ognia mokrą porą, problem bardzo na czasie po wczorajszych problemach z ogniem. Radość po zbiorach leśnego złota aż nadto widoczna!

Jeszcze poranny chill (jak się wcześnie wstaje, to na wszystko starcza czasu ;) i w drogę. Jak widać Sylwia jest bardzo dzielna, i chłopakami, mimo, że silnymi jak dęby, się nie wysługuje.

Mimo ładnego sobotniego poranka, przez resztę dnia Leszy nie był łaskawy z pogodą, może zajęty był innymi sprawami akurat ;).

Uciążliwy deszcz przez większość dnia przeszkodził tylko i wyłącznie w robieniu zdjęć, bo absolutnie nie zepsuł nam humorów i pysznego nastroju.. zresztą z Sylwią trudno się nudzić, szczególnie jak zacznie mówić okolicznej przyrodzie albo o sprawach pieszoborowych, -> w oczach zapala się ogień, głos wibruje.. można tylko podziwiać zapał i zaangażowanie!

Wizja lokalna okolicznych lasów potwierdziła, że wokół pełno jest atrakcyjnych terenów nie tylko na marsz 15-kilometrowy, ale też na zacny camp, niełatwy spływ kajakowy, jazdę konną i wiele aktywności outdoorowych. Bory Tucholskie to obok Kampinosu, największy w Polsce, jednorodny kompleks leśny, są Parki Krajobrazowe, Rezerwaty, Ostoje Zwierzyny, obszar obfituje w wiele miejsc będących świadkiem walk partyzanckich, ale również w tajemnicze miejsca mocy czasów pogańsko-słowiańskich. Sam las w tych okolicach wygląda na niezwykle przyjazny, wręcz zapraszający, niskie poszycie i urozmaicona rzeźba terenu stwarzają dużo możliwości rozbicia obozowiska i ciekawych przemarszów, a liczne jeziora, rzeki, strumyki dodatkowo urozmaicają okolicę. Warto wspomnieć, że w okolicy jest kilka obszarów pilotażowych, co dodatkowo zwiększa dla nas atrakcyjność terenu.

Szybkie 12km spaceru po terenach wokół miejsca zabawy pokazało niezwykłą urodę otaczającej przyrody, atrakcyjność okolicy i różnorodność wszelakiej zieloności, która nie zdołała się ukryć pod falą marznącego deszczu.

Mrówki już udrożniły kanały napowietrzające, niechybna oznaka wiosny! A ślady nie jesteśmy pewni czyje, może łasica? Ktoś, coś? ;)

Rozgrzani marszem i opowieściami Sylwi o lokalnych ciekawostkach, nieco zmęczeni znaleźliśmy nowe miejsce obozowania, a Leszy jakby się zmitygował z pogodą, wyłączył wiatr i deszcz, pozwalając na wypoczynek przy kociołku gorącej strawy (Sylwia! strogonow i karkówka bajka! Nie dość, że sama zrobiłaś, to jeszcze sama targałaś tyle drogi! chapeau bas!).

Własnoręcznie rozpalony ogień sprawia największą satysfakcję, a Sylwia była pojętnym uczniem, praca z takim "kursantem" to mnóstwo frajdy dla nas! Tutaj trochę mniej popularny sposób przy pomocy palonej bawełny i krzemienia.

Suta strawa, zacne ognisko i zgrana kompania ludzi złączonych wspólnym projektem nie pozwoliły nam zasnąć długo w nocy, a i leśnym opowieściom nie było końca, jak to przy ogniu..

Niedzielna pogoda starała się od samego rana zatrzeć niekorzystne wrażenie z poprzedniego dnia, słońce odważnie przebijało przez chmury, bezczelnie operując miedzy drzewami i ponaglając nas do dalszych aktywności. Sylwia jest dziewczyną wszechstronną i kawał drewna na ognisko też potrafi przytachać, Niedźwiedź potwierdził mistrzostwo w nauczaniu węzełków, tylko ja miałem pilnować, żeby się skwarki nie spaliły no i spaliłem kurła!

Po drodze do ośrodka zwiedzamy jeszcze ruiny mostu, tu w czasie wojny partyzanci zrobili zasadzkę na germańców i wytłukli pokaźną liczbę przeciwnika, szacun!

Słoneczna aura jest idealna na wizję lokalną ośrodka, będącego naszym placem zabaw na czerwiec. Spotkaliśmy się z Radkiem Tymińskim, specjalistą PpB od spraw promocji i multimediów i już wkrótce usłyszycie od nas kilka słów podcastu jaki na gorąco nagraliśmy w ośrodku o tym jak się przygotować sprzętowo na czerwiec :).

Samo miejsce idealnie nadaje się do naszych planów, ogromna przestrzeń, dużo infrastruktury, liczne sanitariaty, ładne domki; teren zorganizowany i przygotowany do różnych zabaw i aktywności, malowniczo położony tuż przy sporym jeziorze i okolony pachnącymi obłędnie lasami sosnowymi.. po prostu rewelacja! Jest miejsce na hamaki, namioty, glebowanie do wyboru, do koloru, a i nasze metalowe rumaki znajdą bezpieczny plac na popas.

Sylwia jak opowiada o imprezie i wszystkim co z nią związane, zamienia się w prawdziwego terminatora, tu już nie miejsca na improwizację: wszystkie aspekty są dokładnie przemyślane z pełną pokorą dla warunków zewnętrznych i uwzględnieniem różnych potrzeb uczestników, prawdziwy pokaz profesjonalnej organizacji, realizmu i planowania kilka kroków naprzód.. Syla, można się od Ciebie uczyć! Jednocześnie Twój entuzjazm i niezłomna koncentracja na celu imprezy jest chyba niewyczerpanym paliwem do działania i źródłem nowych pomysłów; było dla nas przyjemnością obserwować Cię przy pracy i już się jaramy na kooperację w czerwcu!

Dziękujemy za gościnę!! Jesteś prawdziwą bombą inspiracji i wzorem bushcrafterki, bo leśnego ludzia nie określa,na ile sposobów potrafi rozpalić ogień, albo czy potrafi zawiązać taki, czy śmaki węzełek, ale prawdziwa zielona dusza i chęć podążania "leśną drogą". Pokazać Ci kilka sztuczek bshcraftowych było dla nas tym przyjemniejsze, że widzieliśmy Twój autentyczny entuzjazm i szczerze przyznam, nie mieliśmy jeszcze tak zaangażowanego kursanta jak Ty :) Bushcraft jest drogą nie celem, i mam wrażenie, że jesteś na tej drodze już bardzo daleko.. tym bardziej cieszymy się, łącząc siły we wspólnej inicjatywie, pomagając potrzebującym, napędzani siłą lasu, która jednoczy nas pod jednym hasłem.

Dziękujemy i do zobaczenia w Borach Tucholskich!

Wyróżnione posty
Najnowsze posty
Wyszukiwanie po tagach
Follow Us
  • Facebook Classic
  • Twitter Classic
  • Google Classic

Strona korzysta z plików cookie,  oglądając stronę wyrażasz zgodę na przechowywanie danych statystycznych przez serwery Wix. Więcej znajdziesz w polityce prywatności.

© 2016 delus7 & LifeTrip - Szkolenia Kursy Survivalowe Outdorowe Warszawa - Szkoła Przetrwania