I Kongres Futuro Bushcraftowy - opis i zdjęcia

Od czego zacząć, żeby nic nie umknęło, żeby przekazać emocje i unikalną magię tego miejsca, tego wydarzenia, tego niezapomnianego weekendu integrującego ludzi lasu, outdooru, podróżników i wszystkich którym bliska jest idea wolności; żeby pokazać jak udało się wystrzelić w kosmos i bezpiecznie sprowadzić na ziemię prawie setkę osób!

Kongres Futuro Bushcraftowy, skąd taka nazwa? Na naszym zlocie zaprosiliśmy do współpracy rzemieślników leśnych, grupy rekonstrukcyjne, światowych wagabundów i znawców ekwipunku turystycznego. Ludzi lasu, outdooru i historii. Pokazaliśmy zamierzchłe traperstwo, obecną rzeczywistość bushcraftu w całej jego różnorodności i zbudowaliśmy dla Was platformę, z której każdy mógł zajrzeć w przyszłość i nakreślić własną wizję outdooru i swojej w nim obecności!

Cofam się myślą wstecz do kwietniowego dnia, kiedy temat Kongresu pierwszy raz wypłynął w luźnej rozmowie, a potem szlifowany był i doskonalony podczas wielu rozmów w Ekipie i z przyjaciółmi. Pamiętam każdy moment i każdy problem, który rozwiązywaliśmy po drodze, od wymyślania postaci, do załatwienia wywozu śmieci. Wszystko, co doprowadziło do tej chwili, kiedy na dwa dni przed Kongresem usiedliśmy, zjedliśmy jajecznice z ognicha, zakasaliśmy rękawy i z niczego stworzyliśmy mały świat w innym wymiarze rzeczywistości. Przygotowania były długie i męczące, na szczęście mogliśmy liczyć na pomoc przyjaciół: Czarek jesteś nieoceniony, Tomek, Magda i Maks sprawiliście się na medal! Dzięki takiej właśnie bezinteresownej pomocy wszystko się dobrze układa!

Emocję na Kongresie były ogromne i ciężko mi z pozycji organizatora oddać dokładnie jak odebrali to ludzie, ale w powietrzu czuć było ogromny entuzjazm, nagromadzoną radość i poczucie wspólnoty. Anna, która przyjechała do nas jako słowiańska Wiedźma i widzieliśmy ją pierwszy raz w życiu, powiedział od razu, że czuje się jak u siebie, jak w rodzinie! Dużą zasługą tak zgranego towarzystwa i takiej wzajemnej serdeczności był fakt, że znakomita większość naszych gości to nasi byli kursanci, nasi przyjaciele i akolici LifeTripu. Nie wiem dokładnie jak to działa, ale okazuje się, że mamy dużą zdolność gromadzenia wokół siebie osób pozytywnie nastawionych do życia, wrażliwych na przyrodę, otwartych w poszukiwaniu własnego bushcraftu i myślących wolnościowo, a sito jakie stanowią nasze szkolenia dość dobrze odsiewa jednostki marudne, nieszczere i konformistyczne. Nic więc dziwnego, że wszyscy stanowiliśmy troszkę taką wielką rodzinkę lifetripową i ludzie czuli się jakby znali się z wszystkimi od lat.

Szczególnie miło było nam słyszeć słowa podziękowania i zadowolenia po skończonej imprezie w niedzielę, kiedy wszyscy już się rozjeżdżali do domów, żegnali wylewnie i mówili, jak totalnie oderwali się od rzeczywistości i pysznie się zresetowali. Cieszą nawiązane relacje i nowe znajomości, ale jeszcze bardziej cieszy widok ludzi integrujących się wzajemnie, zarówno podczas zabawy w dzień, jak przy wieczornym ognisku i okowicie.

Osią imprezy był LARP, czyli Live Action Role Playing. Kto ciekaw niech pogoogla ;). Na potrzeby naszego Kongresu zabawa polegała na tym, że każdy na swoim identyfikatorze musiał zebrać pieczątki z potwierdzeniem wykonania zadania od każdego wystawcy/współorganizatora. Zadania/questy były różnorakie, od poznania działalności wystawcy, do zrobienia mu kawy i kanapki (stanie tyle godzin i prowadzenia swojego stanowiska wymaga hartu ducha). Najwdzięczniejszym odbiorcą gry LARPowej były oczywiście dzieciaki!

A patrzeć było na co, oj było! Współorganizatorzy dopisali i stanęli na wysokości zadania! Poniżej wymienię ich wszystkich w kolejności wskazówek zegara, według miejsc jakie zajmowali w naszej bushcraftowej osadzie, żeby uniknąć hierarchizowania, każdy bowiem miał swój istotny i niepowtarzalny wkład w sukces naszego przedsięwzięcia!

Zacząć jednak należy od kogoś, więc zacznę od tego co najbliższe ciału, czyli od michy! :) RotaVirus i Leśna Kuchnia: wspaniały, zgrany zespół, starzy wyjadacze wielu konwentów i zlotów, prawdziwi ludzie lasu o wielkich sercach, ale przede wszystkim o niespotykanej wrażliwości smakowej, kulinarnej i ogromnej finezji tworzenia frykasów w warunkach polowych! RotaVirusi dodatkowo ze swego składu wydelegowali nieocenionego Marcina jako Kaletnika, dzieciaki dosłownie szalały przy jego stanowisku! Leśna Kuchnia natomiast, jak zawsze kiedy jest w jednym miejscu z LifeTripami, wprawiała się z wielkimi sukcesami w naszej wspólnej specjalności, czyli leśnej pizzy z robalami! ;) która rozeszła się błyskawicznie!


Kaletnik Marcin dzielił się swoją pasją i pokazywał tajniki rzemiosła. Można było sobie zrobić u niego swój skórzany talizman szczęścia i dowiedzieć się wiele o pracy z trudnym materiałem jakim jest skóra. Dzieci były przeszczęśliwe! Marcin, dobra robota!

Wspomnieć tu należy o Chmurze Manufakturze, naszym producencie ubrań z wełny, który, był z nami duchem, a obecność swoją zaznaczył pięknymi strojami w które ubrani byli RotaVirusi oraz konkursem na najlepszą szlafmycę, za wygranie którego nagrodą był anorak od Chmury! Kohei gratulacje! Marcin, Agnieszka -> widzimy Was za rok!

Nieodmiennie, na wszystkich naszych imprezach i szkoleniach występują żywe insekty, opowiadamy jak je można przyrządzić, gdzie znaleźć nadające się do zjedzenia gatunki a dla chętnych jest możliwość spróbowania robali na żywo! Zawsze budzi to zainteresowanie zarówno starszych jak i najmłodszych!

Dla dzieci mieliśmy też przygotowaną leśną bawialnię, ale jak się okazało sama zabawa LARPowa była dla nich najlepszą rozrywką! Nasza wiedza i to co nas pasjonuje jest uniwersalne i nie rozróżnia wieku odbiorcy!

Podążając dalej za wskazówkami iluzorycznego zegara natrafiamy na stanowisko Witka i Darka, naszych podróżników z pasją 4x4, przycupniętych skromnie w sosnowym zagajniku. Globtroterzy preferują spanie w namiotach stojących na platformie na dachu Land Rovera Discovery, można było obejrzeć jak takie spanie wygląda w środku i posłuchać niekończących się opowieści Witka o ich wojażach w Afryce, Azji i Ameryce Południowej. Witek na nasz Kongres przyjechał bezpośrednio z podróży po Rumunii i ostatnie 2000km zrobione w 2 dni przed Kongresem wcale go nie przeraziło, biorąc pod uwagę, że licznik jego wszystkich wojaży dawno przekroczył milion kilometrów na liczniku!

Parę stopni dalej, w niejakim oddaleniu od głównego placu zabawy, w ciszy polany okolonej sosnami ze swoim obozem rozłożył się Ingwar, wspierany przez Czarka i Wiesława. Chłopaki działają prężnie, odtwarzając zarówno czasy X-XI wieku w klimatach słowiańskich, skandynawskich czy pruskich, jak również zajmując się tradycyjnym traperstwem od A do Z, czyli śpią na skórach zwierząt, mieszkają w namiotach z płótna, ubierają się w ubrania z epoki i strzelają z broni czarnoprochowej. Czarek to w ogóle postać jak z innego świata, mieszkał kilka miesięcy w osadzie Czarnych Stóp w Ameryce i cały jego żywot zasługuje raczej na oddzielny artykuł... to on właśnie pokazał mi amulet z autentycznego pazura niedźwiedzia grizzly!

Parę cyknięć wielkiego zegara w prawo i mamy stanowisko Zielarki Justyny i Wiedźmy Anny. Dziewczyny przyjechały do nas dosłownie w ostatniej chwili, tym większe było nasze zadowolenie i duma, kiedy zobaczyliśmy, jakie piękne postawiły stanowisko! Można było obejrzeć, spróbować i kupić wszelkie rodzaje ziół i octów, porozmawiać o zbieractwie, pozyskiwaniu i suszeniu oraz dokładnym działaniu ziół, wielokrotnie zastępujących droższe i mniej skuteczne produkty bigfarmy z apteki. Justyna jest certyfikowaną zielarką i kończy kolejne studia w tematyce, zioła i ich wpływ na nasz organizm to jej wielka pasja, zobacz jej kanał DzieczJemy! Jej przyjaciółka Anna to słowiańska Wiedźma (czyli kobieta która wie) mimo tego, że znaliśmy się tylko przez internet, od razu zadomowiła się u nas i okazała się wspaniałą, bratnią (czy też siostrzaną) duszą! Anna prowadzi zajęcia i koncerty wspierające rozwój naturalnej duchowości, ma moc odbierania wibracji i przebywa mentalnie z innymi siłami, które są poza naszym zasięgiem. Poprowadziła piękną i wzruszającą, słowiańska ceremonię pożegnania słońca, ponadto kto chciał, mógł zostać "obębniony" a jego wibracje i aura wzmocnione. Brzmi nieziemsko, ale działa, osobiście wypróbowaliśmy! PS. Uważajcie, Anna potrafi zahipnotyzować grając na drumli! Bartnika nam zaczarowała!

Moment dalej i mamy Combat Alert oraz Kleszcza prowadzącego zajęcia z bronią. Można było złożyć i rozłożyć AK-47, porozmawiać o pirotechnice, taktyce, pułapkach a przede wszystkim postrzelać do celu z broni długiej i krótkiej! Stanowisko cieszyło się ogromną popularnością, szczególnie wśród dzieci, dla których niejednokrotnie był to pierwszy kontakt z tą tematyką. A naszego lifetripowego dzika można było ustrzelić z czatowni aparatem fotograficznym z teleobiektywem!

Obok Kleszcza było stanowisko Łowiectwo, prowadzone przez naszego wielkiego przyjaciela Pawła "Tatę", gospodarza terenu, a prywatnie również myśliwego, który opowiadał o swoim niełatwym fachu, o regulacji pogłowia zwierzyny i prawidłowym prowadzeniu gospodarki leśnej. Można się było nasłuchać opowieści o zwyczajach zwierząt i funkcjonowaniu lasu jako całego ekosystemu. Drugim łowczym na tym stanowisku był Mrówa, czyli nasz tropiciel polujący obiektywem. Zajrzycie na jego Bezkrwawe Łowy i wybierzcie się do lasu, zapewniam, że spotkanie zwierzęcia w naturalnym środowisku jest bardzo emocjonujące, a poznanie struktury lasu i umiejętność czytania przyrody to coś fascynującego.

Aha, "Tata" prowadził też warsztaty rzeźbiarskie i tak się wkręcił w tą działalność, że jeszcze późno w nocy widziany był przy ognisku w samym tshircie z dłutem w dłoni i szaleństwem w oku! ;) Paweł, serdeczne dzięki za udostępnienie terenu i cały Twój wkład! Darz Bór!

Elementem egzotycznego outdooru był Dominik i jego packrafty, czyli lekkie pontony jednoosobowe. Przemierzysz w packrafcie rzeki, jeziora, ale też białe strumienie górskie, a kiedy zabraknie wody pod kilem, przytroczysz go do plecaka i ruszysz dalej z buta. Na miejscu była możliwość obejrzenia sprzętu kilku firm, porównania właściwości, wypróbowania wygody i sprawdzenia jak packraft pompować i jak pakować po spuszczeniu powietrza. Można też było posłuchać o przygodach naszego bohatera w różnych częściach globu. Dominik jest ultra-ciekawą postacią, laureatem Kolosów, globtroterem światowego formatu, który swoje packrafty wypróbował już w Europie, Afryce, Azji a teraz przymierza się na podbój Ameryki. Sprawdź jego Wyprawy Poza Szlakiem!

Czas teraz przyszedł na naszego zaprzyjaźnionego bartnika Pawła, pszczelarza z powołania, zajmującego się produkcją miodu już ponad 20 lat. Jak mówi Paweł, pszczoły oraz ich życie i zwyczaje są tak fascynującym a jedocześnie tajemniczym tematem, że nawet profesorowie zajmujący się ta dziedziną całe dziesięciolecia przyznają, że dopiero są w przedpokoju zagadnienia. Dużo jeszcze nie wiemy o tych fascynujących stworzeniach, a prawdziwa pasja Pawła pięknie pozwala mu mówić o wszelkich ciekawostkach związanych z hodowlą i produkują płynnego złota.

Na końcu, ale nie ostatni: Adam i Bogusia, nasz Leśny Ludzik! Przez ich miasteczko hamakowe przewinęli się chyba wszyscy goście, część wypytywała o produkcję, część o parametry konkretnych sprzętów, a część po prostu bujała się rozkosznie. Widać było, że możliwość porozmawiania z kimś, kto hamakowanie zna od podszewki (nomen omen) jest ludziom bardzo potrzebna, a Adam ma niesamowitą łatwość nawiązywania kontaktów i z tego co wiem kilka transakcji udało mu się dopiąć w ten weekend. Dla nas jednak najważniejsza jest możliwość propagowania hamakowania jako wygodnej , bezpiecznej i efektywnej formie noclegu w outdoorze, tym bardziej więc dziękujemy Ci Adam za Twój wkład w to dzieło!

Kongres sklamrowany został ogromnym ogniskiem, długim na 5 metrów i szerokim na 2, tak, aby wszyscy się zmieścili, a było nas dużo! A po 22ej było nas jeszcze więcej, bo obecnością swą uświetnił Kongres zespół z Warmii "18 Minut", który zarówno swoimi kompozycjami, jak i sznytem muzycznym doskonale wpisał się w charakter ogniska i całej imprezy! Morris, dziękujemy serdecznie! Bawiliśmy się do rana, puściły hamulce, wszyscy byliśmy braćmi i siostrami a śmiech i śpiewy wznosiły się spowite ciężkimi smugami dymu aż do rozgwieżdżonego nieba!

Jeszcze tylko konkurs na najlepszy try-stick Morsa Kochańskiego, najładniejszą szlafmycę i największą liczbę pieczątek! za wykonanie zadania. Posprzątać teren, ułożyć emocje w głowie. Koniec. Cały event KFB był imprezą non-profit, a składki pokryły (no prawie) całość kosztów. My jednak, nawet zmęczeni po doprowadzeniu terenu do stanu wyjściowego, wszyscy czuliśmy się duchowymi milionerami. Daliście nam ogromnego kopa i motywację do powtórzenia i mimo wysoko ustawionej poprzeczki, ulepszenia przyszłorocznego Kongresu.

Ufff i to już wszystko! ;) Muszę przyznać, że to ogromna satysfakcja zorganizować taką imprezę i patrzeć jak ludzie się odrywają od swojej codzienności, żyją przez kilka godzin w innym świecie! Dwa czynniki wybitnie nam sprzyjały, po pierwsze przepiękna pogoda, po drugie absolutny brak zasięgu! Atrakcji było tyle, że pod koniec dnia ludzie przychodzili i mówili, że jeszcze wszystkiego nie obejrzeli, na każdym ze stanowisk można bowiem było spędzić 1-2 godziny czasu! Cóż, naszą siłą płynącą z naszej pasji jest fakt, że zaprosiliśmy podobnych jak my entuzjastów i postawiliśmy na naturalny flow imprezy. Wszyscy uczestnicy a przede wszystkim goście stworzyli ten niezapomniany Kongres! My tylko rzuciliśmy zarzewie i pokazaliśmy kierunek. I przyznam, że było wspaniale, kiedy 100 osób śpiewało nam "100 lat" w sobotę wieczór. Nie czułem się tak specjalnie już od wielu lat. Na zakończenie odsyłam do obejrzenia filmu autorstwa Niedźwiedzia, wyłapującego wszystkie ciekawe akcenty Kongresu. Widzimy się za rok, a Ci co nie mogli przyjechać, tym bardziej niech zadbają o zarezerwowanie daty w kalendarzu!

PS. Specjalne podziękowania dla Kamila za piękne, profesjonalne zdjęcia. Dziękuję również wszystkim którzy podzielili się swoimi materiałami, Wy też macie swój udział w tej relacji i w uwiecznieniu naszych wspomnień! Dziękujemy i do zobaczenia poza szlakiem!