top of page

Kondycyjne Przygotowanie do Marszu na 100km

Marsz na 100km jest trudnym i łatwym zarazem wyzwaniem pod względem kondycyjnym. Na ogół do marszów utrla ciężko się przygotowywać. Poniżej podzielę się z Wami swoimi spostrzeżeniami na ten temat, bazując na własnych doświadczeniach, z zastrzeżeniem, że nie jestem certyfikowanym trenem, tylko zaangażowanym amatorem-entuzjastą :) Od kilku edycji Marszu obserwujemy, jak przychodzą do nas maratończycy, triatloniści, uczestnicy runmaggedonu, osoby uprawiające nordic-walking. Wszystkie te dyscypliny są wobec siebie pokrewne, ale jednak marsze ultra mają swoją niepowtarzalną specyfikę. Dlatego też ze zdziwieniem mogliśmy zaobserwować, że wielokrotnie ludzie realizujący się z sukcesem w innych dyscyplinach, nie kończą naszego Marszu, pokonani przez niedopasowanie sprzętowe (o czym już było pisane), własną psychikę (o czym jeszcze będziemy pisać) lub też własnie nieprzygotowanie kondycyjne i lekceważenie marszu jako dyscypliny (skoro BIEGAM maratony, to czyż nie PRZEJDĘ łatwiutko 50 km??). Otóż nie jest to takie oczywiste i postaram się wytłumaczyć dlaczego.


Tytułem wprowadzenia opowiem jak u mnie zaczęła się historia z chodzeniem i będzie to przyczynkiem do generalnych marszowych wskazówek treningowych:


"W 2013 miałem operację kolana, proces gojenia przebiegał paskudnie a rehabilitacja nie przynosiła oczekiwanych rezultatów, pojawiły się komplikacje, po partackiej rehabilitacji -> pół roku chodziłem o kulach i powstało ryzyko re-operacji. Masa mięśniowa operowanej nogi już wtedy spadła o 1/3 objętości, ponowna operacja i rehabilitacja pogłębiłaby ten proces i wprowadziła nowe ryzyka. Nie zdecydowałem się na ponowną operację i zrezygnowałem z rehabilitacji. Po wizycie u lekarza, która zakończyła się jego słowami, że nigdy nie będę normalnie chodził, sylwetka uległa trwałej deformacji, mój zasięg po schodach to max. 1 piętro a o moich kochanych górach mogę zapomnieć, wyszedłem stamtąd ze łzami w oczach, łzami gniewu i bezsilność. I wtedy postanowiłem wziąć sprawy we własne ręce. W zasadzie ten fragment równie dobrze nadaje się do sekcji przygotowań mentalnych, o której Niedźwiedź napisze za tydzień, ponieważ dużo mówi o motywacji, ale bez tego wprowadzenia trudniej pójść dalej z wyjaśnieniami.

Powiedziałem sobie, że będę normalnie chodził, choćby nie wiem ile wysiłku by mnie to kosztowało. I udowodnię specjalistom, jak bardzo się co do oceny mojego stanu mylą. Wpadłem wtedy na genialny pomysł, który do tej pory urzeka mnie swą prostotą: chcesz normalnie chodzić? trenuj chodzenie! Nawet mój kolejny fizjoterapeuta, już ten mądry a nie ten partacz, co mi pogorszył kolano po operacji, przyznał, że pomysł, a przede wszystkim realizacja były genialne. Zamiast spędzać godziny na specjalistycznym sprzęcie i poddawać się masażom za grube ilości monet, zacząłem wszędzie chodzić: najpierw do sklepu 1km, zamiast autem, potem do pracy 5km w jedną stronę, a potem gdziekolwiek coś było do załatwienia w Warszawie, ja tam docierałem na piechotę: lekarz 12km od domu? Proszę bardzo, spacer niecałe 3h, sklep 10km po pracy? nieco ponad 2h marszu i jestem.. Na początku było ciężko, ważyłem ponad 100kg i te chodzenie bardzo mnie męczyło, potem wszystko było łatwiej a i waga jechała w dół. Robiłem po 12-20km a czasem 25km dziennie maszerując wszędzie, odstawiłem nawet ukochany rower. Po półtora roku czasu stan kolana się poprawił na tyle, że rozpocząłem przygodę z bieganiem i dziś wszędzie zamiast iść, czy jechać po prostu biegnę, a raczej truchtam powolutku. Wymaga to zaawansowanej logistyki, ale da się zrobić, tyle, że nie o tym dziś jest ten artykuł :) Dość powiedzieć, że dziś 7 lat po operacji biegam pół-maratony, jeżdżę na rowerze trasy 150km dziennie, robię "setki" marszowe na jeden raz poniżej dobry, łażę po górach z plecakiem 17kg dystanse 30-40km dziennie. A funkcjonalnie kolano sprawuje się lepiej niż przed operacją :)

Po tym przydługim wstępie :) "


Nikomu nie zalecam załatwiania wszystkiego na piechotę tak jak ja, ale zachęcam do chodzenia jak najwięcej na co dzień. Tu nie ma wymówek, chodzić może każdy, zakupy nawet duże zmieszczą się do plecaka, a pobliski park jest bardziej przyjazny niż myślisz, nawet po zmroku. Kup sobie najprostszą opaskę liczącą kroki, jeśli nie masz zegarka sportowego i staraj się pobić swoją dzienną, tygodniową, miesięczną liczbę kroków. Zobaczysz jak zmieni się Twoje samopoc