Survivalu nie nauczysz się siedząc w domu i oglądając filmy na YouTube. Nie nauczysz się go również kupując najdroższy nóż, najlepszy filtr do wody i plecak za kilka tysięcy złotych.
Możesz za to zacząć bardzo prosto.
Pojechać do lasu. Zbudować schronienie. Rozpalić ogień. Ugotować jedzenie. Przejść kilka kilometrów z mapą i kompasem. Spędzić noc poza domem.
A później zrobić to samo jeszcze raz, tylko w deszczu.
I zimą.
I wtedy, kiedy jesteś zmęczony.
Bo właśnie na tym polega trening survivalowy. Nie na ciągłym szukaniu coraz bardziej ekstremalnych miejsc, ale na stopniowym zwiększaniu trudności i zdobywaniu doświadczenia.
W survivalu bardzo łatwo wpaść w pułapkę kolekcjonowania wiedzy.
Czytamy o rozpalaniu ognia, oglądamy dziesiątki filmów o budowie szałasów, kupujemy krzesiwo, nóż i sprzęt biwakowy. Wiemy, jak działa filtr do wody i jak znaleźć północ bez kompasu.
Tylko że wiedzieć, jak coś zrobić, a potrafić to zrobić, to dwie zupełnie różne rzeczy.
Dopiero kiedy próbujesz rozpalić ogień mokrym drewnem po kilku godzinach deszczu, zaczynasz rozumieć, dlaczego jedne techniki działają, a inne tylko dobrze wyglądają na filmie.
Dopiero kiedy musisz znaleźć miejsce na nocleg przed zapadnięciem zmroku, okazuje się, że schronienie trzeba zacząć budować odpowiednio wcześnie.
Dopiero kiedy idziesz przez kilka godzin z ciężkim plecakiem, zaczynasz rozumieć, że każdy dodatkowy kilogram ma znaczenie.
Survival zaczyna się tam, gdzie teoria spotyka się z praktyką.
Często wydaje nam się, że żeby trenować survival, trzeba pojechać w Bieszczady, w góry albo gdzieś na drugi koniec Europy.
Nie.
Na początku najlepszym miejscem do treningu jest teren, do którego możesz regularnie wracać.
Las kilkadziesiąt kilometrów od domu może dać Ci znacznie więcej niż jednorazowy wyjazd w bardzo dzikie miejsce.
Dlaczego?
Bo możesz tam wrócić za tydzień.
Możesz sprawdzić inną metodę rozpalania ognia. Możesz zbudować inne schronienie. Możesz przećwiczyć nawigację. Możesz przyjechać po deszczu i zobaczyć, jak zmieniają się warunki.
A przede wszystkim możesz popełniać błędy.
To jest bardzo ważne.
Błędy podczas treningu są bezcenne. Błędy podczas prawdziwej wyprawy mogą być bardzo kosztowne.
Jeżeli dziesięć razy pojedziesz do lasu latem, przy temperaturze 25°C i bez deszczu, nie oznacza to, że jesteś dziesięć razy bardziej doświadczony.
Trzeba zmieniać warunki.
Najpierw naucz się podstaw w łatwym terenie.
Potem spróbuj zrobić to samo:
po deszczu,
przy silnym wietrze,
jesienią,
zimą,
po zmroku,
podczas dłuższego marszu,
kiedy jesteś zmęczony,
z ograniczoną ilością sprzętu.
To właśnie w ten sposób można budować doświadczenie.
Nie potrzebujesz od razu coraz bardziej ekstremalnych przygód.
Potrzebujesz coraz trudniejszych warunków.
Dobry trening survivalowy powinien być stopniowy.
Nie ma sensu zaczynać od pięciodniowej wyprawy bez jedzenia i namiotu. To nie jest trening. To może być po prostu niepotrzebne ryzyko.
Na początku skup się na kilku podstawowych umiejętnościach.
Nie wystarczy raz rozpalić ogniska krzesiwem.
Spróbuj zrobić to różnymi metodami. Naucz się przygotowywać materiał opałowy. Sprawdź, jakie drewno pali się najlepiej. Spróbuj rozpalić ogień po deszczu.
A później spróbuj zrobić to wtedy, kiedy masz zimne i mokre ręce.
Wtedy zaczyna się prawdziwa nauka.
Zbuduj schronienie zanim będzie Ci naprawdę potrzebne.
Sprawdź, ile czasu zajmuje jego przygotowanie. Zobacz, czy rzeczywiście chroni przed wiatrem i deszczem.
A następnie spróbuj zrobić to samo przed zmrokiem.
To bardzo szybko uczy planowania czasu.
Naucz się znaleźć wodę, ocenić jej źródło i odpowiednio ją uzdatnić.
Warto też przećwiczyć cały proces wcześniej, a nie dopiero wtedy, kiedy naprawdę zaczyna Ci brakować wody.
GPS jest świetnym narzędziem. Sam z niego korzystam.
Ale GPS nie powinien być jedyną rzeczą, która mówi Ci, gdzie jesteś.
Mapa i kompas nadal są podstawowymi narzędziami, które warto umieć wykorzystać.
Zacznij od krótkich tras. Wyznacz sobie punkt docelowy i spróbuj dotrzeć do niego bez ciągłego patrzenia w telefon czy zegarek.
Nie chodzi o to, żeby od razu przeżyć tydzień w lesie na roślinach.
Znacznie bardziej praktyczne jest nauczenie się gotowania w terenie.
Przygotuj posiłek bez kuchni. Ugotuj wodę. Zrób prosty posiłek na ogniu. Sprawdź, ile paliwa potrzebujesz.
To są rzeczy, które rzeczywiście przydadzą się podczas biwaku i wyprawy.
Jeżeli ktoś chce nauczyć się survivalu, powinien zacząć nocować poza domem.
Jedna noc w lesie potrafi nauczyć więcej niż kilka godzin czytania o survivalu.
Nagle okazuje się, że:
śpiwór jest za cienki,
mata nie izoluje tak dobrze, jak się wydawało,
miejsce pod hamak zostało źle wybrane,
ognisko jest za daleko,
latarka ma słabe baterie,
a plecak jest zdecydowanie za ciężki.
I bardzo dobrze.
To właśnie jest nauka.
Następnym razem poprawiasz błędy.
Po kilku takich nocach zaczynasz podejmować decyzje automatycznie.
Wiesz, gdzie rozbić obóz. Wiesz, jak przygotować drewno. Wiesz, ile czasu potrzebujesz na przygotowanie noclegu. Wiesz, co naprawdę jest Ci potrzebne w plecaku.
Można potraktować rozwój survivalowy jak trening sportowy.
Nie zaczynasz od przebiegnięcia maratonu.
Najpierw kilka kilometrów. Potem kilkanaście. Później dłuższy dystans.
Z survivalem jest podobnie.
Kilka godzin w lesie.
Ogień, orientacja, przygotowanie jedzenia, podstawowe techniki.
Dochodzi organizacja obozu, sen, temperatura, wilgoć i zarządzanie sprzętem.
Musisz już zaplanować więcej jedzenia, wody i sprzętu. Pojawia się zmęczenie.
Zaczyna mieć znaczenie gospodarka energią, tempo marszu, regeneracja i planowanie kolejnych dni.
Dochodzi przewyższenie, pogoda, ekspozycja, trudniejsza nawigacja i większe konsekwencje błędnych decyzji.
Nagle znajdujesz się w środowisku, którego nie znasz.
Inny klimat. Inna pogoda. Inna roślinność. Nieznany teren. Czasami brak możliwości szybkiego powrotu.
I właśnie tutaj doświadczenie zdobyte podczas wcześniejszych treningów zaczyna mieć ogromne znaczenie.
Nie ma jednego najlepszego miejsca.
Każde środowisko uczy czegoś innego.
Idealne do nauki podstaw.
Ogień, schronienia, nawigacja, pozyskiwanie i uzdatnianie wody, gotowanie, biwakowanie.
Tutaj dochodzą kolejne problemy.
Zmęczenie. Przewyższenia. Pogoda. Wiatr. Temperatura. Planowanie trasy. Odpowiednie gospodarowanie energią.
Góry bardzo szybko pokazują, że survival to nie tylko umiejętność rozpalenia ogniska.
Zima jest świetnym nauczycielem.
Błędy, które latem są tylko niewygodne, zimą mogą stać się poważnym problemem.
Trzeba nauczyć się zarządzania wilgocią, temperaturą, energią i czasem.
Rzeki i jeziora dają kolejne możliwości.
Można połączyć marsz, biwakowanie, nawigację i poruszanie się po wodzie.
Każde środowisko wymusza trochę inne podejście.
Jest jeszcze jedna bardzo ważna rzecz.
Szkolenie i wyprawa uczą czegoś innego.
Podczas szkolenia możesz nauczyć się konkretnej techniki.
Instruktor pokazuje Ci, jak zbudować schronienie. Jak rozpalić ogień. Jak posługiwać się mapą. Jak przygotować sprzęt.
Ale podczas wyprawy te umiejętności musisz połączyć.
Wyobraź sobie sytuację:
Za dwie godziny robi się ciemno. Pada deszcz. Jesteś zmęczony. Masz jeszcze kilka kilometrów do przejścia, ale nie znasz dokładnie terenu. Musisz zdecydować, czy iść dalej, czy zatrzymać się na noc.
To już nie jest pojedyncza umiejętność.
To jest podejmowanie decyzji.
I właśnie tego nie da się nauczyć wyłącznie z książki.
Kiedy opanujesz podstawy, zacznij szukać nowych środowisk.
Najpierw własny las.
Później inne regiony Polski.
Góry.
Zimą góry.
Kilka dni w terenie.
A później zagraniczne wyprawy.
Norwegia jest świetnym przykładem miejsca, które bardzo szybko weryfikuje przygotowanie.
Możesz mieć świetny sprzęt, ale jeżeli źle zaplanujesz trasę, pogoda może całkowicie zmienić Twoje plany.
Możesz znać teorię nawigacji, ale kiedy przez kilka godzin idziesz we mgle i nie widzisz charakterystycznych punktów terenu, zaczynasz rozumieć, po co naprawdę ćwiczyłeś.
Wyprawa jest po prostu większym testem.
Nie.
Najważniejsza jest regularność.
Znacznie więcej da Ci jeden dobrze zaplanowany wyjazd w miesiącu niż jeden bardzo ambitny wyjazd raz na dwa lata.
Możesz przyjąć prostą zasadę:
raz w miesiącu noc w terenie, a kilka razy w roku dłuższy wyjazd.
Do tego krótsze treningi poszczególnych umiejętności.
Po roku masz za sobą kilkanaście nocy w terenie i dużo praktycznych doświadczeń.
Po kilku latach zaczynasz budować coś, czego nie da się kupić w sklepie.
Doświadczenie.
To też warto powiedzieć wprost.
Survival nie polega na tym, żeby za każdym razem robić coś niebezpiecznego.
Wręcz przeciwnie.
Dobry survival uczy przede wszystkim tego, jak nie doprowadzać do sytuacji awaryjnej.
Jeżeli potrafisz dobrze zaplanować trasę, sprawdzić pogodę, odpowiednio się ubrać, przygotować sprzęt, zabrać wystarczającą ilość wody i jedzenia oraz przewidzieć problemy, to już wykonujesz ogromną część pracy.
Najlepszy survivalista nie jest człowiekiem, który potrafi wyjść z każdej katastrofy.
Jest człowiekiem, który potrafi zrobić bardzo dużo, żeby do katastrofy w ogóle nie dopuścić.
Jeżeli nigdy wcześniej nie spałeś w terenie, nie musisz od razu kupować kompletnego wyposażenia i planować tygodniowej wyprawy.
Zacznij od jednego dnia.
Potem jednej nocy.
Później weekendu.
Następnie kilku dni.
Zmieniaj teren i warunki.
Ćwicz ogień, wodę, schronienie, nawigację, gotowanie, pierwszą pomoc i organizację obozu.
A przede wszystkim wyciągaj wnioski z każdego wyjazdu.
Po powrocie zapisz sobie trzy rzeczy:
Co zrobiłem dobrze?
Co zrobiłem źle?
Co następnym razem zrobię inaczej?
Jeżeli będziesz robić to regularnie, po pewnym czasie zauważysz, że zaczynasz inaczej patrzeć na teren.
Zaczynasz zauważać miejsca, w których można rozbić obóz. Patrzysz na pogodę inaczej. Automatycznie oceniasz dostęp do wody. Zaczynasz przewidywać problemy, zanim się pojawią.
I wtedy właśnie zaczyna się prawdziwy survival.
Można kupić najlepszy nóż, najlepszy śpiwór, filtr do wody, plecak i krzesiwo.
Ale żaden sprzęt nie zastąpi doświadczenia.
Możesz mieć świetny sprzęt i nie wiedzieć, jak go użyć.
Możesz też mieć bardzo prosty zestaw i potrafić zrobić z niego naprawdę dużo.
Dlatego zamiast zastanawiać się, jaki sprzęt kupić jako następny, czasami lepiej zastanowić się:
„Kiedy ostatni raz spałem w lesie?”
„Kiedy ostatni raz rozpalałem ogień w deszczu?”
„Kiedy ostatni raz przeszedłem kilka kilometrów tylko z mapą i kompasem?”
„Kiedy ostatni raz zrobiłem coś, czego wcześniej nie potrafiłem?”
Bo właśnie tak się uczymy.
Nie przez kolekcjonowanie sprzętu.
Nie przez oglądanie kolejnych filmów.
Tylko przez wyjście z domu i sprawdzenie własnych umiejętności w terenie.
A potem przez powrót tam jeszcze raz.
I jeszcze raz.
Za każdym razem trochę lepiej przygotowanym.
Zapraszamy do naszego Bloga o tematyce survivalu i bushcraftu
©2013 by LifeTrip.pl - Szkoła Survivalu i Bushcraftu.