505-335-623
Pon-pt 9:00 - 18:00
Kupiłem pakiet wody awaryjnej Seven Oceans, żeby przyjrzeć się rozwiązaniu, które często trafia do zestawów ratunkowych. Porównuję go ze zwykłą butelką PET. W obu przypadkach dostaję wodę, ale później te opakowania rozwiązują różne problemy. Przy wyborze pytam o trzy rzeczy: jak długo zapas ma czekać, w jakich warunkach będzie leżał i co zrobię z opakowaniem po wypiciu wody.
Przykład Seven Oceans pomaga policzyć to bez zgadywania. Jeden pakiet zawiera 500 ml wody, podzielone na dziesięć porcji po 50 ml. Dwa pakiety to litr, czyli tyle, ile mieści jedna typowa butelka. Podział na porcje poprawia dostęp do części zapasu, lecz nie zwiększa ilości wody.
Saszetka ratunkowa jest opakowaniem barierowym. W przypadku Seven Oceans producent opisuje wielowarstwową folię z warstwą aluminium. Laminat ogranicza dostęp światła i przenikanie przez opakowanie, a zgrzew zamyka każdą porcję osobno. Producent podaje okres przechowywania 5,5 roku od produkcji. Dla kupionego egzemplarza liczy się data na jego opakowaniu, a nie pełny okres z katalogu, bo produkt mógł już spędzić część tego czasu w magazynie.
Butelka PET ma inne zalety konstrukcyjne. Jest sztywna, przezroczysta i ma zakrętkę. Można ocenić ilość wody, otworzyć ją bez niszczenia pojemnika i ponownie napełnić. Fabrycznie zamknięta woda w PET nadaje się na zapas awaryjny, ale trzeba przestrzegać daty na etykiecie i rozsądnie ją przechowywać. Przy długim składowaniu oceniamy nie tylko samą wodę: znaczenie mają szczelność, zachowanie czystości mikrobiologicznej oraz kontakt z materiałem opakowania. Po otwarciu liczy się również czystość zakrętki i szyjki; zabrudzona butelka nie stanie się bezpiecznym pojemnikiem tylko dlatego, że wcześniej była fabrycznie zamknięta.
To wyjaśnia ważną różnicę w trwałości. Kilkuletnia data na saszetce dotyczy całego, zaprojektowanego przez producenta układu: przygotowania wody, laminatu, zgrzewu i warunków przechowywania. Nie można uzyskać tego samego przez owinięcie PET folią aluminiową. Owiniesz butelkę przed światłem, lecz woda nadal będzie miała kontakt z PET, a właściwości samej butelki się nie zmienią.
W domowym zapasie zacząłbym od litrów potrzebnych domownikom, a dopiero potem wybierał opakowania. Jeden pakiet Seven Oceans to pół litra. Cztery pakiety dają dwa litry, choć po rozłożeniu na stole widzimy już czterdzieści małych porcji. Taki widok łatwo przecenić. Porcja 50 ml ułatwia wydawanie wody, ale nie jest miarą tego, ile człowiek powinien wypić w ciągu dnia.
Do przechowywania większej ilości wody w domu wybrałbym fabrycznie zamknięte butelki PET i rotował je: starsze zużywać, nowe odkładać na ich miejsce. Przechowywałbym je w chłodzie, bez słońca, z dala od paliw i innych chemikaliów. Saszetki mogą uzupełniać mały zestaw, który ma być gotowy do zabrania bez przelewania wody. Jeśli sam napełniasz pojemniki, dochodzi mycie, odkażanie, zapisanie daty i regularna wymiana zawartości. To inny przypadek niż fabrycznie zamknięta woda.
Tutaj mała porcja może mieć przewagę. Jeśli litr wody zamarznie w butelce, trzeba ogrzać dużą bryłę lodu albo poczekać, aż odmarznie jej część przy szyjce. Jedną płaską saszetkę 50 ml można odłączyć od reszty i ogrzewać w wewnętrznej kieszeni kurtki. Ma mniej wody do ogrzania, więc pierwsze mililitry powinny być dostępne wcześniej. To wniosek z wielkości porcji, a nie wynik zmierzonego przeze mnie testu.
Producent Seven Oceans podaje możliwość korzystania z produktu także w stanie zamrożonym. Nie oznacza to, że znamy odporność każdego zgrzewu na wiele kolejnych cykli zamarzania i odmarzania. Woda zwiększa objętość, gdy zamienia się w lód; butelka również może się odkształcić lub przeciec. Po mrozie sprawdziłbym oba opakowania i trzymał zapas w dodatkowej kuwecie lub worku na wypadek wycieku. Saszetki nie ogrzewałbym przy ogniu ani na gorących elementach auta.
To także prosty temat do uczciwego testu terenowego. Zamrozić jedną saszetkę i butelkę w tych samych warunkach, następnie ogrzewać je w porównywalny sposób i zmierzyć czas do uzyskania pierwszych 50 ml płynnej wody. Wynik pokaże zachowanie tych konkretnych opakowań. Do zimowego wyjazdu i tak zabrałbym wodę dostępną od razu; zapas w aucie jest rezerwą.
Płaski pakiet można wsunąć tam, gdzie nie zmieści się butelka, i osłonić przed mechanicznym uszkodzeniem. Schowek czy przestrzeń pod podłogą bagażnika ograniczają światło, ale w stojącym na słońcu samochodzie również się nagrzewają. To istotne przy planie pozostawienia zapasu na miesiące.
PET jest materiałem dopuszczonym do kontaktu z wodą. Badania pokazują jednak, że wysoka temperatura i czas mogą zwiększać migrację niektórych substancji z butelki, w tym antymonu. Nie wyciągałbym z tego wniosku, że każda butelka zostawiona na dzień w aucie jest niezdatna do picia. Wniosek praktyczny jest prostszy: nie projektować wieloletniego zapasu PET w rozgrzanym bagażniku. Saszetka też ma warunki przechowywania określone dla konkretnego produktu; sama długość deklarowanej trwałości nie opisuje dowolnych warunków w samochodzie.
W aucie wybrałbym zapas, który da się regularnie obejrzeć i wymienić. Sprawdzałbym daty, szczelność, ślady wycieku oraz miejsce przechowywania. Ukrycie wody obok paliwa, środków czyszczących albo ostrych narzędzi byłoby złym pomysłem niezależnie od rodzaju opakowania.
W marszu wybrałbym przede wszystkim butelkę PET, bo zostaje ze mną jako pojemnik. Mogę ją napełnić ponownie wodą bezpieczną do picia. Drugą butelkę mogę przeznaczyć wyłącznie na wodę surową i wyraźnie oznaczyć, żeby jej nie pomylić. Z płytkiego źródła łatwiej nabrać wodę przeciętą butelką, a mętną wodę można zostawić w niej do odstania. Samo opadnięcie osadu nie usuwa drobnoustrojów ani zanieczyszczeń chemicznych.
Po wypiciu zawartości PET może też służyć do przeniesienia suchej rozpałki lub drobnych elementów, jako lejek po odcięciu górnej części, prowizoryczna osłona przed zachlapaniem albo klosz rozpraszający światło latarki, gdy czystą butelkę napełnimy wodą i oświetlimy z boku. Z przeciętej ścianki da się uzyskać wąski pasek do lekkiej naprawy. Trzeba uważać na ostre krawędzie; taki pasek nie nadaje się do asekuracji, podnoszenia ciężaru ani zastąpienia sprawdzonej linki.
Pusta saszetka daje mniej możliwości. Czysty fragment laminatu może osłonić drobiazgi przed zachlapaniem, posłużyć jako mała tacka na części podczas naprawy albo, jeśli ma odbijającą światło powierzchnię, jako pomocniczy znacznik. Po rozerwaniu nie zakładałbym ponownej szczelności. Każdą opróżnioną porcję trzeba zabrać z terenu. Spalanie laminatu w ognisku nie jest sensownym sposobem pozbycia się odpadu ze względu na dym i pozostałości.
Da się pokazać doświadczenie, w którym woda odbiera ciepło od ścianki i opóźnia uszkodzenie plastiku. Z tego bierze się popularna demonstracja podgrzewania wody w butelce nad ogniem. Ma jednak warunki, których w terenie trudno pilnować: część plastiku ponad lustrem wody może się mocniej nagrzewać, butelka może się zdeformować, a gorąca woda może wylać się na ręce. Dochodzi kontakt podgrzewanej wody z tworzywem, którego producent nie przeznaczył do gotowania.
Na szkoleniu traktowałbym to jako omówienie fizyki i improwizacji, nie jako zalecany sposób przygotowania wody pitnej. Jeśli woda wymaga obróbki cieplnej, wybieram odpowiednie naczynie. Podobnie prowizoryczny filtr z piasku i butelki może usunąć część widocznych cząstek, lecz nie daje pewności bezpieczeństwa mikrobiologicznego. Oddzielajmy etap klarowania od właściwego uzdatniania.
Do domowego magazynu: przede wszystkim fabrycznie zamknięta woda w butelkach, przechowywana w dobrych warunkach i regularnie rotowana. Do małego, zamkniętego pakietu ratunkowego: kilka niezależnych saszetek z datą i warunkami producenta sprawdzonymi przed odłożeniem. Do samochodu: zapas, który kontroluję po mrozach i upałach, zabezpieczony przed uszkodzeniem i wyciekiem. Do plecaka: butelka jako pojemnik roboczy, plan uzupełnienia wody, metoda uzdatniania i ewentualnie zamknięta porcja awaryjna.
Saszetka ma uzasadnienie tam, gdzie potrzebna jest gotowa, osobno zamknięta mała porcja. PET daje więcej możliwości wtedy, gdy po wypiciu wody trzeba nadal działać. Przed zakupem policzyłbym koszt za litr, rzeczywistą objętość zapasu i liczbę opakowań, które później trzeba zabrać ze sobą. W terenie te trzy liczby są bardziej przydatne niż sama obietnica długiej trwałości.
Zapraszamy do naszego Bloga o tematyce survivalu i bushcraftu
©2013 by LifeTrip.pl - Szkoła Survivalu i Bushcraftu.