505-335-623
Pon-pt 9:00 - 18:00
O psychologii survivalu można długo rozmawiać przy ognisku albo na sali szkoleniowej. Można tłumaczyć reakcje na stres, wpływ zmęczenia na podejmowanie decyzji czy znaczenie współpracy w grupie.
Problem polega na tym, że dopóki człowiek jest wypoczęty, najedzony i siedzi w bezpiecznym miejscu, większość tych rzeczy wydaje się dość oczywista.
W terenie wygląda to inaczej.
Podczas ostatniego szkolenia LifeTrip w Bieszczadach stworzyliśmy uczestnikom sytuację, w której teoria bardzo szybko spotkała się z praktyką. Najważniejsza lekcja tego weekendu nie dotyczyła ognia, węzłów ani budowy schronienia.
Przyszła w środku nocy, kiedy grupie zaczęło brakować chęci do dalszego działania.
Survival często kojarzy się z technikami: rozpalaniem ognia, zdobywaniem wody, budową schronienia czy orientacją w terenie. Wszystkie są potrzebne, ale samo ich opanowanie nie gwarantuje jeszcze rozsądnego działania w sytuacji problemowej.
Bo wraz ze zmęczeniem zmienia się sposób, w jaki człowiek odbiera sytuację.
Trudniej się skoncentrować. Proste zadania zaczynają zajmować więcej czasu. Łatwiej o irytację. Kolejne kilometry wydają się dłuższe, przeszkody większe, a rozwiązania mniej oczywiste.
Do tego dochodzi grupa.
Nastrój jednej osoby potrafi wpływać na pozostałych. Tak samo działa jednak spokój, humor czy osoba, która w odpowiednim momencie powie: dobra, robimy teraz tylko ten jeden krok.
Dlatego psychologia przetrwania interesuje mnie przede wszystkim jako coś praktycznego. Nie chodzi o udowadnianie, kto jest twardy. Chodzi o poznanie własnych reakcji i nauczenie się działania wtedy, kiedy warunki przestają być komfortowe.
Jednym z zadań podczas ostatniego szkolenia była nocna misja w terenie.
Nie mamy z niej praktycznie żadnych zdjęć. Uczestnicy poruszali się po bieszczadzkich bezdrożach bez używania latarek, więc robienie efektownej dokumentacji było ostatnią rzeczą, która miała wtedy znaczenie.
W ciemności las wygląda zupełnie inaczej.
Tempo marszu spada. Trudniej ocenić ukształtowanie terenu i odległość. Wzrok dostarcza znacznie mniej informacji, więc więcej uwagi trzeba poświęcić każdemu kolejnemu krokowi.
Jeżeli dołożymy do tego wcześniejszy wysiłek, zaczyna pojawiać się zmęczenie nie tylko fizyczne, ale również psychiczne.
I właśnie o to chodziło w tym ćwiczeniu.
Podczas nocnej misji doprowadziliśmy do momentu, w którym morale grupy wyraźnie się obniżyło.
To był jeden z ciekawszych momentów całego szkolenia.
Nie dlatego, że grupa zaczęła mieć problem. Interesujące było to, co uczestnicy zrobili później.
Zaczęli sami szukać sposobów pozwalających dalej działać.
Pojawiły się żarty. Rozmowa. Wzajemne wsparcie. Ktoś mobilizował innych, ktoś rozładowywał napięcie. Zamiast koncentrować się na zmęczeniu i całej drodze, grupa zaczęła skupiać się na kolejnych zadaniach.
Morale zaczęło wracać.
Nikt nie dostał instrukcji: „teraz macie poprawić sobie nastrój”.
Mechanizm pojawił się wewnątrz grupy.
I właśnie takie momenty są podczas szkolenia szczególnie wartościowe.
W survivalu dużo mówi się o zarządzaniu zasobami. Liczymy wodę, jedzenie, paliwo, baterie czy czas.
Znacznie rzadziej myślimy w ten sposób o kondycji psychicznej człowieka i grupy.
A przecież morale również można tracić i odbudowywać.
Zmęczenie, zimno, głód, brak informacji, konflikt czy poczucie braku postępu mogą stopniowo obniżać gotowość do działania. Z drugiej strony pojawienie się konkretnego planu, wykonanie małego zadania, odpoczynek, jedzenie, rozmowa albo zwyczajny żart potrafią zmienić sposób postrzegania sytuacji.
Nie oznacza to, że pozytywnym nastawieniem można rozwiązać każdy problem.
Można jednak stworzyć sobie warunki, w których łatwiej będzie ten problem rozwiązać.
To duża różnica.
Właśnie dlatego podczas szkoleń niektórych rzeczy nie ćwiczymy wyłącznie w komfortowych warunkach.
Węzeł zawiązany po demonstracji instruktora to jedno.
Wykorzystanie poznanej techniki kilka godzin później, kiedy trzeba jednocześnie ocenić teren, współpracować z innymi i rozwiązać konkretny problem, jest czymś zupełnie innym.
Podobnie wygląda praca z ogniem, budowa schronienia czy ratownictwo improwizowane.
Technika może być poprawna, ale człowiek musi jeszcze podjąć decyzję, kiedy jej użyć i czy w danej sytuacji rzeczywiście ma ona sens.
Zmęczenie jest tutaj bardzo dobrym nauczycielem, pod warunkiem że takie ćwiczenie odbywa się w kontrolowanych warunkach.
Celem nie jest doprowadzenie uczestnika do skrajnego wyczerpania. Chodzi o stworzenie wystarczającego obciążenia, aby mógł zauważyć własne reakcje.
To jedna z ciekawszych rzeczy, które można zaobserwować podczas dłuższego działania w terenie.
Pojawia się moment, kiedy człowiek myśli: mam dość.
Taka informacja jest ważna. Nie powinno się jej ignorować. Trzeba sprawdzić, skąd się bierze.
Czy jestem tylko zmęczony? Czy potrzebuję jedzenia? Czy marznę? Czy tempo jest za wysokie? Czy tracę koncentrację? Czy zaczyna pojawiać się realne zagrożenie?
Dopiero wtedy można podjąć decyzję.
Czasem właściwą odpowiedzią będzie odpoczynek. Czasem zmiana tempa. Czasem jedzenie, dodatkowa warstwa ubrania albo zmiana planu. Innym razem okaże się, że po kilku minutach człowiek może spokojnie działać dalej.
Psychologia survivalu nie polega na ignorowaniu sygnałów organizmu.
Polega między innymi na tym, żeby potrafić je zauważyć, zinterpretować i nie podejmować decyzji wyłącznie pod wpływem chwilowych emocji.
Nocna misja w Bieszczadach pokazała jeszcze jedną rzecz.
W sytuacji problemowej człowiek nie zawsze musi sam znaleźć rozwiązanie.
Dobrze funkcjonująca grupa potrafi przejąć część obciążenia. Kiedy jedna osoba ma słabszy moment, pozostali mogą utrzymać tempo działania. Za jakiś czas role mogą się odwrócić.
Dlatego podczas szkoleń obserwujemy nie tylko wykonanie zadania, ale również komunikację między ludźmi.
Kto zaczyna organizować pracę?
Kto uspokaja sytuację?
Kto zauważa problem innej osoby?
Kto proponuje rozwiązanie?
A kto pod wpływem zmęczenia przestaje się komunikować?
Tego nie da się dobrze sprawdzić podczas wykładu.
Trzeba stworzyć sytuację, w której te zachowania mogą pojawić się naturalnie.
Podczas weekendu w Bieszczadach pracowaliśmy również z technikami linowymi, ratownictwem improwizowanym, schronieniami i ogniem. Każdy z tych elementów rozwija konkretne umiejętności.
Nocna misja połączyła jednak wiele z nich z czymś trudniejszym do pokazania na zdjęciu: zmęczeniem, emocjami, komunikacją i odpowiedzialnością za pozostałych.
I właśnie dlatego takie ćwiczenia są częścią naszych szkoleń.
W realnej sytuacji problemowej rzadko brakuje tylko jednej rzeczy. Możemy być jednocześnie zmęczeni, mokrzy, mieć ograniczony czas, nie znać dokładnie swojego położenia i próbować pomóc komuś, kto radzi sobie gorzej od nas.
Wtedy najważniejszą umiejętnością staje się spokojna ocena sytuacji.
Co się dzieje? Co jest teraz największym problemem? Jakimi zasobami dysponujemy? Co możemy zrobić jako pierwsze?
Techniki survivalowe dostarczają narzędzi.
Psychologia survivalu pomaga nadal z nich korzystać, kiedy sytuacja przestaje być wygodna.
I chyba właśnie tę lekcję uczestnicy ostatniego szkolenia w Bieszczadach zapamiętają najdłużej.
Chcesz sprawdzić to w praktyce?Psychologia działania pod presją jest jednym z elementów naszych szkoleń terenowych. Zobacz, jak wygląda szkolenie survivalowe LifeTrip w Bieszczadach.
Zapraszamy do naszego Bloga o tematyce survivalu i bushcraftu
©2013 by LifeTrip.pl - Szkoła Survivalu i Bushcraftu.