Oficjalne logo Szkoły Survivalowej LifeTrip.pl

Zadzwoń
505-335-623

POWIĄZANE ARTYKUŁY:

arrow left
arrow right
24 sierpnia 2026

BURZA NA HARDANGERVIDDA. JAK PRZETRWAĆ BURZĘ NA NORWESKIM PŁASKOWYŻU?

Kiedy zabieram kursantów na Hardangervidda, jednym z tematów, do których wracam wielokrotnie, jest pogoda.

Nie dlatego, że Norwegia słynie z deszczu i zmiennej aury. To akurat wie każdy, kto choć raz próbował spakować się na kilkanaście dni trekkingu po norweskich górach.

Problem jest inny.

Na Hardangervidda bardzo często nie masz się gdzie schować.

Nie ma lasu. Nie ma wysokich drzew. Nie ma naturalnych ścian skalnych na każdym kroku. Nie ma zabudowań co kilka kilometrów. Zostaje ogromna przestrzeń, skały, jeziora, rzeki, strumienie, mokradła i człowiek z plecakiem stojący na środku tego wszystkiego.

I właśnie dlatego burza na norweskim płaskowyżu wymaga zupełnie innego myślenia niż burza podczas zwykłego trekkingu w polskich górach.

Podczas wypraw z kursantami nie uczę ich tego, jak znaleźć idealne schronienie podczas burzy.

Uczę ich przede wszystkim jak nie dopuścić do sytuacji, w której idealnego schronienia będziemy potrzebowali.

Norweskie zasady bezpieczeństwa górskiego również mocno podkreślają ciągłą ocenę warunków, przygotowanie na nagłą zmianę pogody i gotowość do zmiany planu. Jedna z podstawowych zasad Fjellvettreglene mówi wprost: należy dostosowywać trasę do warunków i zawrócić odpowiednio wcześnie. DNT

Hardangervidda to nie są góry, które można oceniać wyłącznie wysokością

Hardangervidda jest ogromnym płaskowyżem.

Dla osoby przyzwyczajonej do polskich gór pierwsze wrażenie może być trochę mylące. Nie ma tutaj ciągłego poczucia zdobywania kolejnych szczytów. Krajobraz jest rozległy, otwarty i często pozornie łagodny.

To właśnie ta łagodność potrafi uśpić czujność.

Idziemy przez kilka godzin po kamieniach. Przekraczamy strumienie. Omijamy jeziora. Wchodzimy i schodzimy z kolejnych niewielkich wzniesień.

Nie ma stromych ścian.

Nie ma lasu.

Nie ma wielu punktów odniesienia.

A jednocześnie jesteśmy w środowisku, w którym pogoda może bardzo szybko przejąć kontrolę nad sytuacją.

Norweskie góry wymagają więc innego podejścia.

Nie patrzę wyłącznie na to, czy przede mną znajduje się trudny teren. Patrzę na to, czy warunki pozwolą mi bezpiecznie przejść przez kolejne kilka godzin.

Na Hardangervidda nie szukam schronienia w ostatniej chwili

To jest podstawowa zasada, którą przekazuję kursantom.

Jeżeli widzę, że sytuacja pogodowa zaczyna się zmieniać, nie zastanawiam się:

„Gdzie schowamy się za godzinę?”

Zastanawiam się:

„Czy za godzinę nadal będziemy mieli możliwość bezpiecznego wycofania się?”

To ogromna różnica.

Na płaskowyżu schronienie może być bardzo daleko. Jeżeli znajdujemy się kilka kilometrów od najbliższej chaty, nie możemy zakładać, że po prostu do niej dojdziemy, kiedy rozpęta się burza.

Burza może pojawić się szybciej niż my pokonamy ten dystans.

Dlatego planowanie na Hardangervidda musi być prowadzone z dużym wyprzedzeniem.

Problemem nie jest tylko piorun

Kiedy mówimy o burzy, większość osób od razu myśli o wyładowaniach.

Oczywiście pioruny są jednym z najpoważniejszych zagrożeń.

Ale podczas norweskiego trekkingu patrzę na burzę szerzej.

Pojawia się:

  • gwałtowny wiatr,
  • intensywny deszcz,
  • ograniczenie widoczności,
  • mokre skały,
  • śliskie kamienie,
  • wychłodzenie,
  • wezbrane strumienie,
  • problemy z nawigacją,
  • zmęczenie,
  • trudność w utrzymaniu grupy razem.

I dopiero na końcu mamy pioruny jako jeden z elementów całego problemu.

To ważne, ponieważ czasami turysta koncentruje się na pytaniu:

„Czy piorun uderzy właśnie we mnie?”

Tymczasem znacznie wcześniej może pojawić się sytuacja, w której człowiek przemoczony, zziębnięty i zmęczony próbuje znaleźć drogę przez kamienisty teren przy niemal zerowej widoczności.

Na płaskowyżu nie ma lasu. I bardzo dobrze, jeśli chodzi o widoczność

Brak lasu ma jedną dużą zaletę.

Widzimy pogodę.

Na Hardangervidda można obserwować ogromny fragment horyzontu.

To daje nam możliwość wcześniejszego zauważenia zmian.

Jeżeli zaczyna się rozwijać potężna chmura burzowa, możemy często obserwować ją przez dłuższy czas.

Możemy zobaczyć jej kierunek.

Możemy obserwować, czy rośnie.

Możemy ocenić, czy pojawiają się kolejne komórki.

Możemy zauważyć opad.

Możemy obserwować zmianę światła.

Możemy poczuć zmianę wiatru.

I właśnie z tego korzystam podczas prowadzenia grupy.

Nie czekamy, aż burza stanie się problemem. Obserwujemy, jak powstaje problem.

Najważniejszym narzędziem instruktora jest czas

Na wyprawach często powtarzam kursantom jedną rzecz:

Czas jest wyposażeniem survivalowym.

Nie można go dokupić.

Nie można go odzyskać.

Jeżeli zauważymy burzę godzinę wcześniej, mamy mnóstwo możliwości.

Możemy zmienić trasę.

Możemy skrócić dzień marszowy.

Możemy skierować się w stronę schronienia.

Możemy zatrzymać grupę.

Możemy znaleźć miejsce na biwak.

Możemy przeczekać najgorszy fragment.

Jeżeli zauważymy burzę dopiero wtedy, gdy pierwsze wyładowania pojawiają się nad nami, liczba dostępnych możliwości gwałtownie spada.

Dlatego podczas prowadzenia kursantów interesuje mnie przede wszystkim czas, który pozostał nam do momentu pogorszenia warunków.

Nie pytam kursantów: „Czy będzie burza?”

Pytam:

„Co widzicie?”

To jest ogromna różnica.

Jeżeli ktoś odpowiada:

„Chyba będzie padać”.

To jeszcze niewiele mi mówi.

Ale jeżeli kursant mówi:

„Od około pół godziny chmury rosną pionowo, wiatr zmienił kierunek, na zachodzie pojawiły się ciemne podstawy, a pomiędzy nami i kolejnym punktem na trasie nie mamy żadnego schronienia”.

To już jest obserwacja.

A z obserwacji można wyciągać wnioski.

Właśnie tego uczę podczas wypraw.

Na Hardangervidda obserwuję przede wszystkim horyzont

W otwartym terenie bardzo łatwo wpaść w pułapkę patrzenia wyłącznie na chmurę znajdującą się nad nami.

To błąd.

Patrzę na cały horyzont.

Szukam miejsc, w których:

  • chmury zaczynają się gwałtownie wypiętrzać,
  • pojawiają się ciemne podstawy,
  • widać smugi opadowe,
  • chmura tworzy charakterystyczne kowadło,
  • pojawiają się nowe komórki burzowe,
  • zmienia się kierunek przemieszczania się pogody.

Na otwartym płaskowyżu jest to szczególnie wartościowe, ponieważ mamy znacznie lepszą widoczność niż w lesie.

Co robię, kiedy widzę rozwijającą się burzę?

Nie czekam.

Najpierw zatrzymuję grupę i oceniam sytuację.

Patrzę na mapę.

Sprawdzam, gdzie jesteśmy.

Sprawdzam, gdzie znajduje się najbliższe realne schronienie.

Patrzę na kierunek przemieszczania się burzy.

Oceniam teren przed nami.

I zadaję sobie kilka pytań:

Ile czasu potrzebujemy do bezpiecznego miejsca?

Czy teren po drodze jest łatwy?

Czy musimy przekraczać rzekę?

Czy mamy możliwość zmiany kierunku?

Czy w przypadku pogorszenia widoczności nadal będziemy w stanie nawigować?

Czy któryś z kursantów jest już zmęczony?

Czy mamy wystarczający zapas ciepłej i suchej odzieży?

To jest właśnie zarządzanie ryzykiem.

Na płaskowyżu woda jest jednym z głównych problemów

Hardangervidda jest pełna wody.

Jeziora, strumienie, rzeki, mokradła.

Podczas dobrej pogody jest to element krajobrazu.

Podczas burzy woda może stać się jednym z największych problemów na trasie.

Intensywny deszcz może bardzo szybko zwiększyć przepływ wody.

Strumień, który rano był niewielką przeszkodą, kilka godzin później może wyglądać zupełnie inaczej.

Dlatego nie planuję przekroczeń cieków wodnych na granicy możliwości grupy.

Jeżeli mamy możliwość przejścia przez rzekę przy dobrych warunkach, nie oznacza to, że przejście będzie równie bezpieczne po dwóch godzinach intensywnego deszczu.

Nie przeczekuję burzy przy rzece

To ważne.

Jeżeli jesteśmy w pobliżu cieku wodnego i widzimy nadciągającą burzę, nie traktuję jego brzegu jako miejsca odpoczynku.

Woda może szybko przybrać.

Do tego dochodzi ryzyko związane z wyładowaniami.

Norweskie zalecenia dotyczące burz wyraźnie wskazują, aby podczas aktywności burzowej unikać przebywania w wodzie oraz na otwartych, eksponowanych terenach. Varsom

Dlatego jeżeli widzę, że pogoda się pogarsza, odsuwamy się od wody odpowiednio wcześnie.

Najgorsze miejsce to nie zawsze najwyższy punkt

W survivalu łatwo zapamiętać prostą zasadę:

„Podczas burzy zejdź niżej”.

To dobra wskazówka, ale na Hardangervidda trzeba ją rozumieć szerzej.

Nie chodzi o to, żeby znaleźć najniższy punkt za wszelką cenę.

Nie schodzę bezmyślnie do zagłębienia terenu, jeżeli prowadzi ono w stronę rzeki.

Nie wchodzę do żlebu, który może stać się kanałem dla wody.

Nie wybieram miejsca, które jest osłonięte od wiatru, ale podczas ulewy zaczyna zbierać wodę.

Szukam miejsca, które jest jednocześnie mniej eksponowane na wyładowania, bezpieczne hydrologicznie i pozwala zachować kontrolę nad grupą.

To jest dużo trudniejsze niż znalezienie „dziury w ziemi”.

Co zrobić, kiedy naprawdę nie ma się gdzie schować?

I tutaj dochodzimy do najważniejszego problemu tego artykułu.

Załóżmy, że jesteśmy daleko od schroniska.

Nie ma drzew.

Nie ma budynków.

Nie ma samochodu.

Wokół są tylko skały, woda i ogromna przestrzeń.

Co wtedy?

Przede wszystkim nie panikuję i nie próbuję znaleźć czegoś, czego po prostu nie ma.

Nie będę udawał, że kamień jest schronieniem.

Nie będę wciskał grupy pod samotną skałę tylko dlatego, że wygląda jak dach.

Nie będę kierował ludzi do pierwszego lepszego zagłębienia.

Jeżeli nie mamy odpowiedniego schronienia, naszym celem jest maksymalne ograniczenie ekspozycji i wybranie możliwie bezpiecznego miejsca.

Zejdź z najwyższego punktu

Pierwsza rzecz, którą robimy, to opuszczenie najbardziej eksponowanego terenu.

Jeżeli znajdujemy się na grzbiecie, niewielkim szczycie albo wypiętrzeniu terenu, schodzimy niżej.

Nie oznacza to jednak, że trzeba biec.

Wręcz przeciwnie.

Podczas deszczu skały robią się śliskie.

Bieganie z ciężkim plecakiem po mokrych kamieniach może doprowadzić do upadku, skręcenia stawu albo złamania.

W burzy nie wygrywa ten, kto schodzi najszybciej. Wygrywa ten, kto schodzi bezpiecznie.

Nie ustawiaj grupy na jednym wzniesieniu

Jeżeli musimy przeczekać najgorszy fragment w otwartym terenie, nie ustawiam całej grupy w jednym miejscu.

Nie chcę, aby kilkanaście osób siedziało razem na jednym charakterystycznym punkcie terenowym.

Rozdzielenie grupy musi jednak być kontrolowane.

Kursanci muszą wiedzieć, gdzie znajdują się pozostali.

Wcześniej ustalamy zasady komunikacji.

Jeżeli warunki pozwalają, utrzymujemy kontakt głosowy lub wzrokowy.

Nie chodzi o rozproszenie ludzi na setki metrów.

Chodzi o to, żeby nie tworzyć jednej zwartej grupy stojącej w jednym eksponowanym miejscu.

Pozycja awaryjna na otwartym terenie

Jeżeli burza jest już bezpośrednio nad nami i nie mamy możliwości dotarcia do odpowiedniego schronienia, sytuacja staje się awaryjna.

Wtedy można zastosować pozycję minimalizującą wysokość ciała i kontakt z podłożem.

Kucamy nisko, złączamy stopy i ograniczamy powierzchnię kontaktu z ziemią.

Nie kładziemy się płasko na ziemi.

To nie jest „pozycja bezpieczna przed piorunem”.

To jest pozycja awaryjna stosowana wtedy, kiedy nie mamy lepszej możliwości ochrony.

Podstawową strategią pozostaje wcześniejsze opuszczenie eksponowanego terenu.

A co z plecakami, kijkami i metalowym sprzętem?

Tutaj również trzeba zachować zdrowy rozsądek.

Nie uczę kursantów, że trzeba wyrzucić cały sprzęt na ziemię, bo „metal przyciąga pioruny”.

To nie tak działa.

Natomiast podczas bezpośredniego zagrożenia nie ma żadnego powodu, żeby trzymać nad głową długie metalowe przedmioty.

Kijki składamy.

Czekanów nie podnosimy nad siebie.

Nie dotykamy bez potrzeby metalowych konstrukcji.

Nie tworzymy z siebie najwyższego punktu w otoczeniu.

Sprzęt jest ważny.

Ale w tym momencie ważniejsza jest właściwa pozycja grupy.

Nie chowamy się pod samotnym głazem tylko dlatego, że pada

To jeden z problemów, który szczególnie dobrze widać na zdjęciach z górskich wypraw.

Pojawia się deszcz.

Turysta widzi wystający głaz.

Wchodzi pod niego.

I jest przekonany, że znalazł schronienie.

Tymczasem trzeba zadać sobie pytanie:

Przed czym właściwie się schroniłem?

Przed deszczem?

Być może.

Przed wiatrem?

Prawdopodobnie.

Przed piorunem?

To już zupełnie inna kwestia.

Naturalne zagłębienie może być przydatne jako osłona przed warunkami atmosferycznymi, ale nie powinno być automatycznie traktowane jako odpowiednik bezpiecznego budynku.

Dodatkowo podczas intensywnych opadów trzeba uważać na spływającą wodę i niestabilne fragmenty skał.

Najlepszym schronieniem jest to, które znalazłeś przed burzą

To zdanie warto zapamiętać.

Jeżeli na trasie znajduje się schronisko, chata, zamknięty budynek lub inne odpowiednie miejsce, chcę wiedzieć o nim zanim rozpocznie się problem.

Dlatego przed każdym etapem wyprawy sprawdzam:

  • gdzie możemy się schronić,
  • ile czasu zajmie dojście,
  • czy obiekt będzie dostępny,
  • jaka jest alternatywa,
  • gdzie możemy bezpiecznie rozbić obóz,
  • gdzie znajdują się cieki wodne,
  • jakie są możliwości wycofania.

Norweskie zasady górskie bardzo mocno podkreślają właśnie planowanie alternatyw i ciągłe dostosowywanie trasy do aktualnych warunków. DNT

Na Hardangervidda namiot jest planem awaryjnym, nie ochroną przed piorunami

Podczas wielodniowej wyprawy namiot daje nam ogromną przewagę.

Możemy zatrzymać się niemal wszędzie tam, gdzie warunki i przepisy na to pozwalają.

Możemy przeczekać deszcz.

Możemy osuszyć sprzęt.

Możemy ogrzać grupę.

Ale namiot nie jest schronem chroniącym przed bezpośrednim uderzeniem pioruna.

Dlatego nie zakładam:

„Jak zacznie grzmieć, rozbijemy namioty”.

To może być za późno.

Jeżeli widzę, że nadciąga poważne załamanie pogody, miejsce biwaku wybieram zanim sytuacja stanie się krytyczna.

Miejsce biwaku wybieramy z myślą o pogodzie, która dopiero nadejdzie

To jedna z rzeczy, które najbardziej odróżniają biwakowanie od zwykłego rozstawienia namiotu.

Nie pytam:

„Czy tutaj jest ładnie?”

Pytam:

„Co się stanie tutaj za sześć godzin?”

Czy miejsce nie znajduje się w zagłębieniu?

Czy woda nie będzie spływała pod namiot?

Czy nie jesteśmy zbyt blisko rzeki?

Czy teren nie jest eksponowany?

Czy nie znajdujemy się na najwyższym punkcie?

Czy po intensywnym deszczu nie powstanie tutaj strumień?

Czy mamy możliwość szybkiego opuszczenia miejsca?

To są pytania survivalowe.

Hardangervidda uczy szacunku do wody

Podczas dziesięciu dni na płaskowyżu woda będzie jednym z naszych stałych towarzyszy.

I właśnie dlatego kursanci szybko uczą się, że rzeka nie jest tylko przeszkodą do przekroczenia.

To element systemu bezpieczeństwa.

Rzeka może:

  • ograniczyć możliwość odwrotu,
  • przybrać po intensywnym deszczu,
  • odciąć wariant trasy,
  • zmusić nas do długiego obejścia,
  • zwiększyć zmęczenie,
  • stworzyć ryzyko hipotermii po nieudanym przejściu.

Dlatego przed przekroczeniem większego cieku zawsze patrzę nie tylko na jego stan w tej chwili.

Patrzę również na pogodę, która była wcześniej.

I na pogodę, która nadchodzi.

Burza może zmienić mapę

To może brzmieć przesadnie, ale w pewnym sensie tak właśnie jest.

Mapa pokazuje rzekę.

Nie pokazuje jednak jej przepływu w konkretnym momencie.

Mapa pokazuje jezioro.

Nie pokazuje tego, że przy bardzo złej widoczności możemy mieć problem z rozpoznaniem jego brzegu.

Mapa pokazuje szlak.

Nie pokazuje, że po intensywnym deszczu jego kamienie będą śliskie.

Dlatego podczas wyprawy mapa jest tylko jednym źródłem informacji.

Drugim jest teren.

Trzecim jest pogoda.

A czwartym nasze doświadczenie.

Nawigacja podczas burzy na Hardangervidda

Otwartość płaskowyżu może paradoksalnie utrudniać nawigację.

Przy dobrej pogodzie widzimy daleko.

W deszczu i mgle nagle tracimy większość punktów odniesienia.

Jeżeli do tego dochodzi silny wiatr, mokre okulary, kaptur i zmęczenie, sytuacja robi się zupełnie inna.

Dlatego podczas prowadzenia kursantów nie czekam z nawigacją do momentu, kiedy nie wiemy, gdzie jesteśmy.

Nawigujemy cały czas.

Mapa i kompas pozostają podstawowym narzędziem, a GPS i telefon są dodatkowym wsparciem.

Norweskie Fjellvettreglene również przypominają, aby korzystać z mapy i kompasu oraz wiedzieć, gdzie się znajdujemy, a elektroniczne urządzenia traktować jako pomoc, nie jedyne zabezpieczenie. DNT

Nie pozwól, żeby telefon dawał fałszywe poczucie bezpieczeństwa

W górach Norwegii zasięg może być słaby lub całkowicie niedostępny.

To kolejny powód, dla którego podczas wyprawy nie zakładam:

„Jak coś się stanie, to zadzwonimy”.

Oczywiście telefon jest bardzo ważnym elementem wyposażenia.

Ale powinien być traktowany jako narzędzie awaryjne, a nie plan A.

Plan A to:

  • dobra nawigacja,
  • znajomość terenu,
  • odpowiedni sprzęt,
  • obserwacja pogody,
  • zapas czasu,
  • możliwość samodzielnego działania.

Norweskie zalecenia również podkreślają, że telefon może być przydatny, ale nie działa we wszystkich miejscach i sytuacjach. DNT

Co robię z grupą, kiedy burza się zbliża?

Jeżeli prowadzę grupę, przestaję być tylko człowiekiem idącym na czele.

Staję się osobą odpowiedzialną za podejmowanie decyzji.

Zatrzymuję grupę.

Sprawdzam stan każdego kursanta.

Pytam o samopoczucie.

Sprawdzam, czy wszyscy mają warstwę przeciwdeszczową.

Czy ktoś jest już przemoczony?

Czy ktoś zaczyna marznąć?

Czy ktoś jest zmęczony?

Czy ktoś ma problem ze stopami?

To wszystko ma znaczenie.

Burza nie musi nas porazić piorunem, żeby zakończyć wyprawę.

Wystarczy, że grupa straci zdolność bezpiecznego poruszania się.

Najsłabszy człowiek w grupie wyznacza tempo

To kolejna zasada, której bardzo pilnuję.

Jeżeli jedna osoba zaczyna mieć problem, nie możemy udawać, że jej nie ma.

Zmęczony człowiek podejmuje gorsze decyzje.

Przemoczony człowiek szybciej się wychładza.

Zestresowany człowiek gorzej nawiguje.

Dlatego grupa musi być zarządzana tak, aby każdy miał odpowiedni margines bezpieczeństwa.

Norweskie Fjellvettreglene również zalecają dostosowanie tempa do najsłabszego członka grupy i pilnowanie, aby wszyscy pozostawali razem. DNT

Burza jest momentem, w którym kończy się „plan wycieczki”

To może być najtrudniejsza rzecz do zaakceptowania dla uczestnika wyprawy.

Mamy zaplanowaną trasę.

Mamy punkt docelowy.

Mamy konkretny dzień.

Mamy kilometraż.

Mamy określony biwak.

A potem pogoda mówi:

Nie.

I musimy zaakceptować tę odpowiedź.

Na tym polega odpowiedzialne poruszanie się w terenie.

Plan jest potrzebny.

Ale plan nie może być ważniejszy od warunków.

Na Hardangervidda trzeba umieć zawrócić

Norwegowie mają bardzo dobrą zasadę:

„Vend i tide, det er ingen skam å snu.”

Czyli:

„Zawróć na czas, nie ma wstydu w zawracaniu.”

To jedna z podstawowych zasad Fjellvettreglene. DNT

Bardzo dobrze pasuje do survivalu.

Bo survival nie polega na tym, że za wszelką cenę realizujemy plan.

Survival polega na tym, że potrafimy zmienić plan, zanim sytuacja zmusi nas do walki o przetrwanie.

Moja zasada na dziesięć dni na płaskowyżu

Jeżeli spędzamy na Hardangervidda dziesięć dni, nie możemy podejmować decyzji wyłącznie dla jednego dnia.

Patrzę szerzej.

Jeżeli dzisiaj mamy możliwość przejścia piętnastu kilometrów, ale jutro prognoza wygląda źle, być może warto zmienić miejsce biwaku.

Jeżeli dzisiaj musimy przejść przez dużą rzekę, a nadciągają intensywne opady, może warto zrobić to wcześniej albo zmienić trasę.

Jeżeli widzę, że grupa jest zmęczona, nie wykorzystuję całego zapasu sił tylko dlatego, że „mamy jeszcze czas”.

Dziesięciodniowa wyprawa jest maratonem, a nie serią dziesięciu pojedynczych dni.

Nie walczymy z pogodą

To jedna z najważniejszych rzeczy, jakie można wynieść z survivalu.

Nie wygrywa się z pogodą.

Można się do niej przygotować.

Można ją obserwować.

Można ją przewidywać.

Można zmienić trasę.

Można przeczekać.

Można zawrócić.

Ale nie można jej pokonać.

Jeżeli zaczynamy traktować burzę jak przeciwnika, który musi przegrać z naszym planem, jesteśmy już na złej drodze.

Co naprawdę oznacza „brak schronienia”?

Na Hardangervidda brak schronienia nie oznacza automatycznie sytuacji bez wyjścia.

Oznacza konieczność wcześniejszego działania.

Jeżeli wiemy, że przez następne kilkanaście kilometrów nie ma żadnego budynku, musimy potraktować tę informację jako element planowania.

Jeżeli wiemy, że teren jest całkowicie otwarty, musimy wcześniej ocenić prognozę.

Jeżeli wiemy, że po drodze znajdują się duże rzeki, musimy uwzględnić możliwość ich wezbrania.

Jeżeli wiemy, że grupa będzie przez wiele godzin wystawiona na wiatr i deszcz, musimy odpowiednio przygotować odzież i zapas ciepła.

Brak schronienia nie jest problemem, który rozwiązujemy podczas burzy. To problem, który rozwiązujemy podczas planowania trasy.

Mój najważniejszy sprzęt podczas takiej wyprawy?

Oczywiście dobry namiot.

Dobra odzież przeciwdeszczowa.

Ciepła warstwa.

Mapa.

Kompas.

GPS.

Telefon.

Zapas jedzenia.

Apteczka.

Sprzęt biwakowy.

Ale gdybym miał wskazać jeden element wyposażenia, którego nie da się kupić w sklepie, byłaby to umiejętność podjęcia decyzji odpowiednio wcześnie.

To właśnie ona decyduje o tym, czy sprzęt będzie nam potrzebny.

Na koniec zostaje najprostsza zasada

Kiedy jestem z kursantami na Hardangervidda i widzę nadchodzącą burzę, nie próbuję znaleźć magicznego miejsca, które uczyni nas niewrażliwymi na pioruny.

Najpierw próbuję doprowadzić do tego, żebyśmy nie byli w miejscu najbardziej narażonym.

Schodzimy z eksponowanego terenu.

Odsuwamy się od wody.

Szukamy możliwie bezpiecznego miejsca.

Chronimy się przed deszczem i wiatrem.

Pilnujemy temperatury ciała.

Kontrolujemy grupę.

Nie tracimy kontaktu z mapą.

Nie podejmujemy ryzyka tylko po to, żeby zrealizować plan.

A przede wszystkim obserwujemy.

Bo na takim płaskowyżu jak Hardangervidda największym błędem nie jest to, że nie znaleźliśmy schronienia.

Największym błędem jest zauważyć problem i mimo wszystko iść dalej.

Norweska filozofia górska bardzo dobrze pasuje tutaj do survivalu: planuj, obserwuj, dostosuj trasę do warunków i zawróć odpowiednio wcześnie. DNT

I właśnie tego uczę swoich kursantów.

Nie tego, jak wygrać z burzą.

Tego, jak nie pozwolić, żeby burza postawiła nas w sytuacji, w której musimy z nią walczyć.

Eksperckie artykuły i praktyczne wskazówki survivalowe

Zapraszamy do naszego Bloga o tematyce survivalu i bushcraftu

arrow left
arrow right

©2013 by LifeTrip.pl - Szkoła Survivalu i Bushcraftu.