Mężczyźni bardzo często są uczeni radzenia sobie z problemami, zanim nauczą się rozpoznawać własne potrzeby.
Masz problem? Rozwiąż go.
Jesteś zmęczony? Odpoczniesz później.
Jesteś zestresowany? Trzeba się ogarnąć.
Nie wiesz, co zrobić? Poszukaj rozwiązania.
Ktoś liczy na ciebie? Nie możesz zawieść.
Przez wiele lat takie podejście może działać. Człowiek pracuje, buduje rodzinę, rozwija karierę, podejmuje decyzje i bierze odpowiedzialność za innych.
Problem pojawia się wtedy, kiedy ciągłe radzenie sobie z problemami staje się jedynym sposobem funkcjonowania.
Wtedy mężczyzna może przez długi czas wyglądać na człowieka, który świetnie sobie radzi, podczas gdy jego psychika pracuje już na granicy możliwości.
Piszę o tym jako instruktor survivalu, ponieważ w terenie bardzo szybko widać rzeczy, które w normalnym życiu można długo ukrywać.
Kiedy człowiek jest zmęczony, przemoczony, głodny, niewyspany i musi podjąć decyzję, nie ma już możliwości przykrycia problemu garniturem, samochodem, telefonem czy kolejną filiżanką kawy.
Zostaje człowiek.
I jego sposób reagowania na sytuację.
Jednym z najbardziej zakorzenionych stereotypów dotyczących mężczyzn jest przekonanie, że ich główną rolą jest działanie.
Mężczyzna ma być silny.
Ma zapewniać bezpieczeństwo.
Ma podejmować decyzje.
Ma rozwiązywać problemy.
Ma być odpowiedzialny.
Ma nie panikować.
Ma „dać radę”.
I rzeczywiście, potrzeba sprawczości jest dla wielu ludzi bardzo ważna. Problem pojawia się wtedy, kiedy sprawczość zostaje pomylona z koniecznością ciągłego kontrolowania wszystkiego.
Nie wszystko można kontrolować.
Nie da się kontrolować pogody.
Nie da się kontrolować zachowania innych ludzi.
Nie da się kontrolować wszystkich wydarzeń w pracy.
Nie da się przewidzieć każdej sytuacji kryzysowej.
Nie da się również przez całe życie funkcjonować na maksymalnych obrotach.
A mimo to wielu mężczyzn właśnie tego od siebie oczekuje.
Jedną z rzeczy, które często obserwuję u mężczyzn, jest silna potrzeba poczucia, że ich obecność ma znaczenie.
To nie musi oznaczać potrzeby dominacji.
Czasami chodzi o coś znacznie prostszego.
„Można na mnie liczyć”.
„Potrafię coś zrobić”.
„Jestem potrzebny”.
„Umiem rozwiązać problem”.
„Mogę zapewnić bezpieczeństwo”.
W terenie ta potrzeba jest bardzo widoczna.
Kiedy pojawia się problem, wielu mężczyzn automatycznie zaczyna działać.
Ktoś rozpala ogień.
Ktoś sprawdza mapę.
Ktoś przygotowuje schronienie.
Ktoś zajmuje się sprzętem.
Ktoś próbuje znaleźć rozwiązanie.
To może być ogromną zaletą.
Ale ma również drugą stronę.
Człowiek, który przez całe życie buduje swoją wartość na tym, że rozwiązuje problemy innych, może mieć ogromną trudność z zaakceptowaniem sytuacji, w której sam potrzebuje pomocy.
Wielu mężczyzn znacznie łatwiej odpowie na pytanie:
„Co się stało?”
niż:
„Jak się z tym czujesz?”
To nie musi wynikać z braku emocji.
Często chodzi o sposób, w jaki mężczyzna nauczył się funkcjonować.
Problem trzeba opisać.
Następnie trzeba znaleźć przyczynę.
Później rozwiązanie.
I można przejść dalej.
Taki mechanizm jest niezwykle skuteczny w wielu sytuacjach.
Ale emocje nie zawsze są problemem technicznym, który można po prostu naprawić.
Czasami człowiek jest zmęczony.
Czasami jest sfrustrowany.
Czasami boi się przyszłości.
Czasami jest samotny.
Czasami nie wie, czego właściwie chce.
I nie zawsze potrzebuje natychmiastowego rozwiązania.
Czasami najpierw potrzebuje zauważyć, że coś się z nim dzieje.
Wypalenie zawodowe nie pojawia się zwykle z dnia na dzień.
Znacznie częściej jest rezultatem długotrwałego przeciążenia.
Człowiek przez pewien czas funkcjonuje normalnie.
Potem trochę gorzej śpi.
Jest bardziej zmęczony.
Ma mniej cierpliwości.
Przestaje czerpać przyjemność z rzeczy, które wcześniej sprawiały mu satysfakcję.
Zaczyna odkładać aktywności, które kiedyś były dla niego ważne.
Coraz trudniej się skoncentrować.
Pojawia się poczucie, że cały czas trzeba coś zrobić.
Weekend nie wystarcza na regenerację.
Poniedziałek zaczyna być problemem jeszcze przed rozpoczęciem pracy.
I mimo tego człowiek często mówi:
„Jeszcze trochę. Potem odpocznę”.
To „potem” może trwać miesiącami.
Warto tutaj postawić wyraźną granicę.
Każdy człowiek może być zmęczony.
Ciężki tydzień, niewyspanie czy intensywny okres w pracy nie oznaczają automatycznie wypalenia.
Światowa Organizacja Zdrowia opisuje wypalenie zawodowe jako zjawisko związane z przewlekłym stresem w miejscu pracy, którego nie udało się skutecznie opanować. Charakterystyczne są między innymi wyczerpanie, narastający dystans lub cynizm wobec pracy oraz obniżone poczucie skuteczności zawodowej.
To ważne rozróżnienie.
Nie każde zmęczenie wymaga wielkiej życiowej zmiany.
Ale przewlekłego przeciążenia nie powinno się ignorować tylko dlatego, że człowiek nadal jest w stanie wykonywać swoje obowiązki.
To jest chyba jedna z najbardziej zdradliwych rzeczy.
Człowiek może nadal chodzić do pracy.
Może zarabiać pieniądze.
Może zajmować się rodziną.
Może trenować.
Może spotykać się ze znajomymi.
Może wyglądać z zewnątrz zupełnie normalnie.
A jednocześnie jego rezerwy psychiczne mogą być bardzo małe.
Dopóki warunki pozostają przewidywalne, wszystko może działać.
Problem pojawia się wtedy, kiedy dochodzi dodatkowy stres.
Choroba.
Konflikt.
Problemy finansowe.
Awaria.
Wypadek.
Nagła zmiana sytuacji.
Albo po prostu kilka trudnych rzeczy naraz.
Wtedy okazuje się, ile rzeczywiście mieliśmy jeszcze w zapasie.
Survival jest ciekawym środowiskiem do obserwowania ludzkich zachowań.
Nie dlatego, że człowiek znajduje się tam w permanentnym zagrożeniu życia.
Na dobrze przygotowanym kursie tak nie powinno być.
Chodzi o coś innego.
W terenie ograniczamy komfort i zwiększamy liczbę nieprzewidywalnych czynników.
Jest zimno.
Pada deszcz.
Wieje wiatr.
Jesteśmy zmęczeni.
Musimy coś ugotować.
Musimy znaleźć drogę.
Musimy podjąć decyzję.
Nie wszystko wychodzi za pierwszym razem.
I nagle bardzo wyraźnie widać, jak człowiek reaguje na frustrację.
To ma ogromne znaczenie w sytuacjach survivalowych.
Kiedy jesteśmy wypoczęci, łatwiej analizujemy kilka możliwości.
Potrafimy odłożyć decyzję.
Możemy zastanowić się nad konsekwencjami.
Potrafimy spojrzeć na problem szerzej.
Wraz z narastającym zmęczeniem sytuacja zaczyna wyglądać inaczej.
Człowiek chce uprościć problem.
Chce zakończyć dyskomfort.
Chce dotrzeć do celu.
Chce usiąść.
Chce wrócić do samochodu.
Chce być już w domu.
I wtedy może pojawić się bardzo niebezpieczny mechanizm:
wybieramy rozwiązanie, które najszybciej usuwa dyskomfort, a niekoniecznie to, które jest najbezpieczniejsze.
To zdanie wielokrotnie pojawia się w terenie.
„Jeszcze tylko kawałek”.
„Jeszcze tylko do przełęczy”.
„Jeszcze tylko za ten grzbiet”.
„Jeszcze tylko do schroniska”.
I czasami rzeczywiście ten kawałek jest bezproblemowy.
Ale czasami właśnie wtedy człowiek zaczyna podejmować decyzje pod wpływem zmęczenia.
Nie analizuje już sytuacji.
Chce ją zakończyć.
W przypadku nieprzewidzianego zdarzenia może to mieć poważne konsekwencje.
Dlatego podczas szkoleń uczę kursantów czegoś, co jest pozornie bardzo banalne:
zanim podejmiesz decyzję, sprawdź własny stan.
To nie jest pytanie wyłącznie o kondycję fizyczną.
Chodzi również o stan psychiczny.
Czy nadal potrafię się skoncentrować?
Czy zaczynam się irytować bez powodu?
Czy popełniam proste błędy?
Czy mam problem z wykonaniem czynności, które wcześniej były łatwe?
Czy zaczynam podejmować ryzyko tylko po to, żeby szybciej zakończyć sytuację?
Czy przestałem słuchać innych?
Czy jestem przekonany, że „na pewno jakoś to będzie”?
To są sygnały, które mogą powiedzieć nam więcej niż sam fakt, że bolą nas nogi.
W sytuacji stresowej człowiek może zacząć skupiać się na jednym problemie.
Na przykład:
„Muszę znaleźć drogę”.
I zapomina, że jednocześnie:
pada,
temperatura spada,
robi się ciemno,
jedna osoba z grupy jest przemoczona,
a do najbliższego bezpiecznego miejsca zostały trzy godziny.
Widzimy jeden problem i tracimy z oczu cały system.
Dlatego w survivalu bardzo ważna jest umiejętność zatrzymania się.
Nie po to, żeby nic nie robić.
Po to, żeby odzyskać szerszą perspektywę.
To jest jedna z najważniejszych rzeczy, których uczę.
W naszej kulturze działanie jest często przedstawiane jako przeciwieństwo bezradności.
Jeżeli działasz, jesteś silny.
Jeżeli się zatrzymujesz, być może sobie nie radzisz.
W terenie jest odwrotnie.
Czasami najbardziej dojrzałą decyzją jest zatrzymanie całej grupy.
Usiąść.
Napić się.
Zjeść.
Sprawdzić mapę.
Ocenić pogodę.
Sprawdzić każdego uczestnika.
Dopiero potem podjąć decyzję.
Zatrzymanie może być działaniem.
To jeden z powodów, dla których aktywności outdoorowe mogą być dla wielu mężczyzn tak atrakcyjne.
W codziennym życiu problemy często są abstrakcyjne.
Pracujesz nad projektem przez trzy miesiące.
Rozwiązujesz problem, którego efekt będzie widoczny za pół roku.
Wysyłasz dziesiątki maili.
Uczestniczysz w spotkaniach.
Podejmujesz decyzje, ale nie zawsze widzisz ich bezpośredni rezultat.
W lesie sytuacja jest prostsza.
Masz mokre drewno.
Musisz rozpalić ogień.
Albo ogień się pali, albo nie.
Masz problem z nawigacją.
Musisz znaleźć właściwą drogę.
Masz zimne dłonie.
Musisz poprawić ochronę przed zimnem.
Problem jest konkretny.
Działanie jest konkretne.
Rezultat jest widoczny.
Nie dlatego, że mężczyźni są „z natury” stworzeni do lasu.
To byłoby zbyt duże uproszczenie.
Ale wielu ludzi, zarówno mężczyzn, jak i kobiet, dobrze reaguje na sytuacje, w których wysiłek prowadzi do konkretnego rezultatu.
W przypadku mężczyzn szczególnie często obserwuję dodatkowo potrzebę sprawdzenia własnych kompetencji.
„Czy potrafię?”
To bardzo mocne pytanie.
Wyprawa może pokazać człowiekowi, że potrafi więcej, niż zakładał.
Nie chodzi o bicie rekordów.
Nie chodzi o przechodzenie najtrudniejszych tras.
Nie chodzi o udowadnianie swojej wartości.
Chodzi o doświadczenie:
„Miałem problem i znalazłem sposób, żeby sobie z nim poradzić”.
To buduje poczucie kompetencji.
A poczucie kompetencji jest czymś zupełnie innym niż przekonanie, że trzeba być niezniszczalnym.
To kolejny mit, który warto rozbroić.
Odporność psychiczna nie polega na tym, że człowiek nie czuje strachu.
Nie oznacza również, że nigdy się nie załamuje.
Nie oznacza braku stresu.
Odporność to między innymi zdolność do funkcjonowania mimo trudności, dostosowywania się do zmieniających warunków oraz korzystania z dostępnych zasobów.
Czasami tym zasobem jest własne doświadczenie.
Czasami grupa.
Czasami sprzęt.
Czasami odpoczynek.
A czasami pomoc drugiego człowieka.
To bardzo silny wzorzec.
Mężczyzna ma problem.
Nie mówi nikomu.
Próbuje rozwiązać go sam.
Kiedy nie działa, próbuje jeszcze mocniej.
Kiedy nadal nie działa, zaczyna się frustrować.
A kiedy ktoś proponuje pomoc, odpowiada:
„Dam sobie radę”.
W terenie taki mechanizm może być bardzo kosztowny.
Jeżeli jedna osoba zaczyna mieć problem, grupa powinna o tym wiedzieć.
Jeżeli nie wiem, gdzie jesteśmy, mówię o tym.
Jeżeli marznę, mówię o tym.
Jeżeli jestem wyczerpany, mówię o tym.
Informacja jest zasobem. Ukrywanie problemu nim nie jest.
Dobry lider nie jest człowiekiem, który zawsze zna odpowiedź.
Dobry lider wie, kiedy odpowiedzi nie zna.
„Nie wiem, czy tędy przejdziemy”.
„Nie wiem, czy pogoda się poprawi”.
„Nie jestem pewien tej decyzji”.
„Sprawdźmy jeszcze raz mapę”.
To nie obniża autorytetu.
W wielu sytuacjach wręcz go buduje.
Bo człowiek, który potrafi przyznać się do niepewności, daje grupie możliwość wspólnego szukania rozwiązania.
To jest temat, o którym mówi się zdecydowanie za mało.
Nie każdy mężczyzna potrzebuje kolejnego wyzwania.
Nie każdy potrzebuje „hartowania charakteru”.
Nie każdy potrzebuje kolejnego celu.
Czasami człowiek, który przez cały rok podejmuje decyzje, po prostu chce przez kilka godzin nie podejmować żadnej.
Chce iść.
Patrzeć na góry.
Rozmawiać.
Milczeć.
Zrobić ognisko.
Spać w namiocie.
Wstać rano i nie sprawdzać maila.
To również może być ważną potrzebą.
Jeżeli ktoś wpisuje w wyszukiwarkę „prezent dla mężczyzny”, najczęściej oczekuje konkretnej rzeczy.
Zegarka.
Portfela.
Elektroniki.
Kosmetyków.
Gadżetu.
Albo czegoś związanego z jego hobby.
Nie mam nic przeciwko takim prezentom.
Ale czasami warto zadać inne pytanie:
Czy naprawdę chcemy kupić mu rzecz, czy chcemy dać mu coś, czego na co dzień ma za mało?
Czas.
Spokój.
Doświadczenie.
Przestrzeń.
Kontakt z naturą.
Możliwość oderwania się od codzienności.
I właśnie wtedy prezent może stać się czymś więcej niż przedmiotem.
Nie dlatego, że survival jest magicznym rozwiązaniem wszystkich problemów.
Nie jest.
Ale dobrze zaplanowany wyjazd może być okazją do zatrzymania się i sprawdzenia, jak naprawdę funkcjonujemy.
To ważne, szczególnie kiedy mówimy o survivalu.
Łatwo zrobić z niego kolejną formę udowadniania własnej wartości.
„Pokaż, że jesteś twardy”.
„Przetrwaj”.
„Nie poddawaj się”.
„Dasz radę”.
Tylko że człowiek, który już na co dzień żyje pod ogromną presją, może wcale nie potrzebować następnego testu.
Może potrzebować doświadczenia, w którym nie musi niczego nikomu udowadniać.
Może po prostu być.
I to jest zupełnie inny rodzaj odpoczynku.
To jest jedna z ciekawszych rzeczy, jakie obserwuję podczas wypraw.
Pierwszego dnia ludzie często chcą rozmawiać.
Sprawdzają telefony, kiedy tylko pojawi się zasięg.
Opowiadają o pracy.
O obowiązkach.
O tym, co trzeba zrobić po powrocie.
Po kilku dniach tempo zaczyna się zmieniać.
Rozmowy stają się spokojniejsze.
Ludzie zaczynają zauważać otoczenie.
Pojawiają się pytania, na które w codziennym pośpiechu nie ma czasu.
I czasami właśnie wtedy wychodzi na jaw, jak bardzo człowiek był zmęczony.
Nie chcę robić z natury cudownego lekarstwa.
Kontakt z przyrodą nie zastąpi psychoterapii, leczenia ani odpoczynku potrzebnego przy poważnym przeciążeniu.
Ale człowiek jest organizmem, który reaguje na środowisko.
Zmiana tempa.
Ruch.
Światło dzienne.
Kontakt z przestrzenią.
Ograniczenie bodźców cyfrowych.
Sen.
Fizyczna aktywność.
To wszystko może być częścią zdrowego sposobu regeneracji.
I właśnie tutaj psychologia spotyka się z survivalem.
Jeżeli człowiek jest przewlekle przeciążony, jego zdolność do radzenia sobie z kolejnym stresorem może być mniejsza.
W sytuacji nieprzewidzianej może mieć mniej cierpliwości.
Może szybciej się sfrustrować.
Może mieć problem z koncentracją.
Może gorzej oceniać ryzyko.
Może reagować impulsywnie.
Może mieć trudność z komunikacją.
Nie oznacza to, że każda osoba doświadczająca wypalenia będzie reagować w taki sam sposób.
Nie ma jednej „psychiki mężczyzny”.
Są jednak mechanizmy stresu i przeciążenia, które mogą wpływać na funkcjonowanie człowieka.
I jako instruktor muszę brać je pod uwagę.
To jedna z najważniejszych lekcji survivalu.
Można nauczyć kogoś rozpalania ognia.
Można nauczyć nawigacji.
Można nauczyć budowania schronienia.
Można nauczyć filtrowania wody.
Ale jeśli człowiek w stresie nie potrafi zatrzymać się i ocenić sytuacji, sama technika może nie wystarczyć.
Dlatego uczę nie tylko:
„Jak to zrobić?”
Ale również:
„Kiedy to zrobić?”
I jeszcze ważniejsze:
„Kiedy tego nie robić?”
Doświadczenie w terenie często kojarzy się z pokonywaniem coraz trudniejszych tras.
Moim zdaniem jest odwrotnie.
Im więcej człowiek wie, tym lepiej rozumie konsekwencje swoich decyzji.
Wie, kiedy odpuścić.
Wie, kiedy odpocząć.
Wie, kiedy zmienić trasę.
Wie, kiedy powiedzieć „nie”.
Wie, kiedy poprosić o pomoc.
I wie, że powrót z gór jest częścią sukcesu.
Być może to jest najważniejsza rzecz, którą chciałbym przekazać.
Nie musisz być niezniszczalny.
Nie musisz zawsze mieć odpowiedzi.
Nie musisz zawsze być najsilniejszy.
Nie musisz wszystkiego robić sam.
Nie musisz udowadniać swojej wartości tym, ile jesteś w stanie wytrzymać.
Siła nie polega na ignorowaniu własnych granic.
Siła polega między innymi na tym, że potrafisz je rozpoznać.
W terenie nie ma większego znaczenia, kim jesteś w pracy.
Nie ma znaczenia, ile masz pieniędzy.
Nie ma znaczenia, jaki samochód stoi przed domem.
Nie ma znaczenia, ile osób pracuje w twojej firmie.
Kiedy zaczyna padać, wszyscy muszą założyć kurtkę.
Kiedy robi się zimno, każdy musi się ogrzać.
Kiedy zgubimy drogę, trzeba znaleźć rozwiązanie.
Kiedy ktoś jest zmęczony, trzeba to uwzględnić.
Przyroda nie interesuje się naszym stanowiskiem.
I właśnie dlatego potrafi być bardzo dobrym nauczycielem.
Może lepsze pytanie brzmi:
„Jak lepiej rozumieć siebie?”
Jak reaguję na stres?
Co robię, kiedy nie mam kontroli?
Jak zachowuję się, kiedy jestem zmęczony?
Czy potrafię poprosić o pomoc?
Czy potrafię odpocząć?
Czy potrafię odpuścić?
Czy umiem powiedzieć, że czegoś nie wiem?
Czy potrafię zauważyć, że zaczynam podejmować złe decyzje?
To są pytania, które mają ogromne znaczenie nie tylko podczas wyprawy.
Mają znaczenie również w codziennym życiu.
Nie dlatego, żeby ich „zahartować”.
Nie dlatego, żeby udowodnili, że są twardzi.
Nie dlatego, żeby wrócili do domu z historią o tym, jak przetrwali najgorszą noc swojego życia.
Chodzi mi o coś prostszego.
Chcę, żeby przez kilka dni mogli zobaczyć siebie w sytuacji, w której nie działa większość automatyzmów codziennego życia.
Chcę, żeby zobaczyli, jak podejmują decyzje.
Jak współpracują.
Jak reagują na stres.
Jak radzą sobie z dyskomfortem.
Jak odpoczywają.
I przede wszystkim, czy potrafią zauważyć moment, w którym trzeba powiedzieć:
„Stop. Teraz najważniejsze jest zadbanie o siebie i grupę”.
Odpowiadam trochę inaczej niż większość poradników.
Najpierw zastanów się, czego potrzebuje człowiek, któremu chcesz coś podarować.
Jeżeli potrzebuje rzeczy, kup mu rzecz.
Jeżeli potrzebuje hobby, pomóż mu je rozwijać.
Jeżeli potrzebuje czasu, podaruj mu czas.
Jeżeli potrzebuje odpoczynku, nie dawaj mu kolejnego obowiązku przebranego za „wyzwanie”.
Jeżeli od dawna mówi o górach, może zabierz go w góry.
Jeżeli chce nauczyć się czegoś praktycznego, może dobrym pomysłem będzie kurs.
Ale nie dlatego, że istnieje jakiś uniwersalny „idealny prezent dla mężczyzny”.
Tylko dlatego, że dobry prezent powinien odpowiadać konkretnemu człowiekowi i jego potrzebom.
Po latach pracy w terenie coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że technika jest tylko częścią układanki.
Sprzęt jest ważny.
Wiedza jest ważna.
Kondycja jest ważna.
Ale równie ważna jest zdolność do oceny własnego stanu.
Człowiek może mieć najlepszy sprzęt na rynku, a mimo tego podjąć fatalną decyzję, jeżeli jest skrajnie zmęczony, sfrustrowany albo działa pod wpływem presji.
Dlatego ucząc survivalu, uczę również czegoś, czego nie da się kupić w sklepie:
umiejętności zatrzymania się, oceny sytuacji i świadomego podjęcia decyzji.
I być może właśnie to jest jedna z najważniejszych umiejętności, jakie współczesny mężczyzna może sobie wypracować.
Nie umiejętność wytrzymania wszystkiego.
Tylko umiejętność rozpoznania, czego w danym momencie naprawdę potrzebuje.
/psychika-mezczyzny-wypalenie-stres-survival/
Zapraszamy do naszego Bloga o tematyce survivalu i bushcraftu
©2013 by LifeTrip.pl - Szkoła Survivalu i Bushcraftu.